Ogólnie o pogodzie i klimacie - Wędrówka po styczniach w całej historii pomiarów
kmroz - 4 Styczeń 2022, 14:36 Temat postu: Wędrówka po styczniach w całej historii pomiarów Witajcie! Z racji, że zaczyna się właśnie pierwszy miesiąc roku, to zapraszam Was na dokładną wędrówkę. Wędrówkę po wszystkich styczniach od 1952 roku włącznie, po to by zobaczyc, jak ten miesiąc wyglądał na różnych etapach klimatycznej ewolucji.
Rajdy robiliśmy już wielokrotnie, ale były one pobieżne, szybkie i próżniowe, często bez wnikliwych obserwacji i dyskusji. Tym razem zachęcam, by na dłużej przystanąć nad każdym pojedynczym miesiącem z historii, ale także nad jego całą otoczką, nad czym też się chce skupić. Bo powiedzmy sobie szczerze, zupełnie inaczej się podchodzi do stycznia tak jak teraz, w 2022, po sensownym grudniu, a inaczej po totalnych weźdajbieli, jak to miało miejsce rok i dwa lata temu o tej porze.
Spróbujmy się serio mentalnie przenieść do tych wszystkich dawnych lat. Jeśli pamięć oraz zapał pozwolą, zamierzam robić takie wędrówki po każdym miesiącu roku na początku każdego miesiąca. I Was zachęcam do tego samego.
kmroz - 4 Styczeń 2022, 15:03
Styczeń 1952
Preludium: https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1951-12-31&rodzaj=st&imgwid=252200120&dni=60&ord=asc
Jak można zauważyć, listopad i grudzień, jak zawsze w tamtych czasach przyniosły potężną zimę z zaspami śnieżnymi po dach. Szkoda, że tylko według mitycznych i nic niewartych opowieści. W rzeczywistości były to miesiące totalnie niezimowe i bezśnieżne. O ile w przypadku listopada nie powinienem się czepiać, o tyle jednak grudzień dosłownie przegiął, nie dając chociaż raz mierzalnej pokrywy o właściwej godzinie. Owszem, jakieś tam zabielenia na kilka godzin pewnie były, jak patrzę po okresie 2 dekady grudnia, ale takie zabielenia to mogą rajcować w listopdzie albo marcu. W grudniu człowiek oczekuje zimy, a nie zabieleń pokroju jakże pięknego 18.03.2021, po którym jednak dzień później wychodzi żółta sucz, temperatura wzrasta do +4 stopni i już koło południa nie ma żadnego śladu po śniegu. Żadnego.
Część właściwa: https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1952-1-31&rodzaj=st&imgwid=252200120&dni=31&ord=asc
Pierwsze dwie dekady stycznia to niestety. Kontynuacja 30-latkowania. Wprawdzie bez wielkich anomalii, z przewagą niewielkich nocnych mrozów, ale średnimi dobowymi niemal cały czas na plusie... Śniegu dalej tyle co nic. Podjrzewam, że np 14.01 (jedyny epizod termicznej zimy w tym czasie) trochę zabieliło, ale w nocy temperatura przeszła na plus i wszystko wyparowało... Potem już oficjalne zabielenie 19.01, ale też bez szans z plusową w przewadze dobą...
Zmiana, jakże wyczekiwana nadeszła w 3 dekadzie. Początkowo daleka od ideału, bo wprawdzie pięknie przymroziło, pojawiło się sporo lampki, ale zabrakło esencji zimy, czyli śniegu. To uległo zmianie dopiero 26.01 podczas lekko chlapowej śnieżycy, kiedy spadło 5cm, a ostatecznie honor stycznia uratowała śnieżyca z 28.01, już przy ładnym mrozie, po której pokrywa osiągnęła 15cm. A to jest już pokrywa, którą na Nizinie Mazowieckiej należy uszanować.
Epilog: https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1952-3-31&rodzaj=st&imgwid=252200120&dni=60&ord=asc
Na epizodzie się nieskończyło. Śnieżna końcówka stycznia była wstępem do naprawdę śnieżnego lutego. Już na początku lutego pokrywa sięgnęła 26cm, ale potem okołozerowe przejścia sprawiły, że mimo regularnego sypania pokrywa się topiła i osiadała. Dopiero w pełni mroźny tydzień w drugiej dekadzie, nadal z ładnym sypaniem sprawił, że pokrywa osiągnęła 31cm. Niestety, w trzeciej dekadzie przyszła słaba, ale trwała odwilż, przez co cały śnieg spłynął, chociaż podejrzewam, że w lasach sporo zostało. Szkoda podwójnie wielka, bo potem przyszedł ekstremalnie mroźny marzec, ale bardzo, bardzo suchy. Co ciekawe zabielenia się w nim zdarzały, ale szybko je nadtapiała żółta suczka, a o prawdziwej śnieżycy niestety nie było mowy. Podejrzewam, że jakby były dane synoptyczne, to sporo dni by miało jakiś "ślad pokrywy", ale tak by mówić o pokrywie mierzalnej, to poza tymi epizodami z 1cm nie było mowy.
Krótko podsumuwując. Styczeń 1952 był kontynuacją istnej 30-latki, po czym po 20.01 nastąpił przełom, który w kwestii termicznej potrwał już do końca ścisłej pory chłodnej, chociaż termicznie ciężko było mówić o jakiejś wielkiej zimie. Co do śniegu, to przez ponad 3 tygodnie było naprawdę magicznie, coś przy czym "potężna śmierciocha vol 38 dni pięknego snu" totalnie blednie.
Styczeń 1952 oceniam jednak negatywnie. Sam przyrost pokrywy i stały mróz w 3 dekadzie to mało. Do 21.01 był to miesiąc bardzo słaby. Obiektywnie patrząc - gorsze stycznie w tym wieku to tylko oczywiście 2020, a poza tym 2008 i ewentualnie 2001, 2005 i 2015. 2007 ostatnio, jak wiecie, znielubiłem, ale jednak przyniósł jeszcze piękniejsze wynagrodzenie.
kmroz - 4 Styczeń 2022, 15:24
Styczeń 1953
Preludium: https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1952-12-31&rodzaj=st&imgwid=252200120&dni=60&ord=asc
Rok później, trzeba przyznać, końcówka roku się postarała. Mam wrażenie, że to właśnie z takich okresów utworzyły się ludowe mity. O tym, że 3-4cm śniegu przy mrozie (zwłaszcza świeżego, lub w towarzystwie szadzi) wygląda spektakularnie przekonałem się dwukrotnie w tym roku. W tym wypadku zarówno listopad jak i grudzień były zdecydowanie zimne i w większości śnieżne. W grudniu śniegu zabrakło tylko na złośników, ale nie była to jakaś mocna odwilż, po prostu było śniegu na tyle mało, że lekka odwilż go załatwiła.
Część właściwa: https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1953-1-31&rodzaj=st&imgwid=252200120&dni=31&ord=asc
Taki styczeń również był dobry w budowaniu ludowych mitów oraz kiedyśtobyłoodwilżowaniu. Ogólnie miesiąc pierwsza klasa, z odwilżami dowalającymi śniegiem, do 27.01 mimo braku wielkich mrozów (3 noce z tmin<-10 i 10 nocy z tmin<-5) był to esecjonalnie zimowy miesiąc, dopiero ta odwilż w końcówce rozwaliła na amen jego dorobek. Dorobek, który sporo osiadał, sporo się nadtapiał, ale przynajmniej stabilnie się trzymał
Epliog: https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1953-3-31&rodzaj=st&imgwid=252200120&dni=60&ord=asc
Po krótkiej odwilży powrociła zima, tym razem i termicznie konkretna, a i ze śniegiem było bardzo dobrze, w pamięci ludzkiej był on oczywiście co najmniej 5 razy większy Od 18.02 weszliśmy jednak już w dodatnie anomalie, z krótką przerwą na około 10-dniowy okres w pierwszej połowie marca. Niestety było też bardzo sucho, a druga połowa marca to już pożarowa esencja...
Ogólnie oceniając styczeń 1953 uważam go za pozytywny miesiąc, aczkolwiek z powodu częstych przejść przez zero nie wykorzystał swojego potencjału na pokrywę, która przy 2 stopnie mniejszych temperaturach mogłaby spokojnie dobić do 30cm, a tak było ledwie 13cm. Moim zdaniem miesiąc trochę w stylu lutego 1999, bardzo dobry, ale były ciekawsze stycznie, opisywany niestety zawiódł pod względem porzadnego mrozu i lampy, których to było bardzo mało.
|
|
|