Forum wielotematyczne LUKEDIRT Zdjęcia, pogoda i klimat, astronomia, sport, gry i wiele więcej! Serdecznie zapraszamy!
Ogólnie o pogodzie i klimacie - Najgorsze sezony wegetacyjne
PiotrNS - 26 Styczeń 2020, 19:28 Zgadzam się z Kmrozem i również uważam sezon wegetacyjny 2019 jako naprawdę zły. Dla mnie jeden z najgorszych. Chroniczny niedobór opadów w lutym i marcu, a następnie istny step w kwietniu, sprawiły że trawa w ogóle nie chciała rosnąć, a o zieleni aż do przełomu kwietnia i maja można było zapomnieć. Szczególnie widoczne było to 26 kwietnia, kiedy oprócz gorąca wiał taki półpustynny wiatr. W wielu miejscach prześwitywała goła ziemia, tak jakby była spieczona upałami, a rzeki ledwo płynęły. Co więcej, mimo jednak dość wysokich temperatur, drzewa zieleniły się bardzo wolno, co jeszcze wzmocniły temperatury najchłodniejszej od 1980 roku I połowy maja. Zaryzykuję stwierdzenie (choć jestem prawie pewien), że 1 maja 2013 roku było bardziej zielono niż sześć lat później. Niemal gołych dębów w II dekadzie maja nie widziałem nigdy w życiu.
A później przyszły dramatycznie suche czerwiec i lipiec. A i sierpień wcale tak dużo nie zmienił. Był lekko mokry, to prawda. Ale był też gorący, pełen parowania i obfitujący w upały. Nie takiego sierpnia było nam trzeba... Sytuację poprawiła dopiero wspaniała jesień i oby wiosną 2020 dorobek ostatnich miesięcy nie został zmarnowany (bo styczniem to jeszcze nie trzeba się martwić, po grudniowych ulewach poziom wody i lodu w rowie koło domu jest tak wysoki, że nie pamiętam podobnego zimą).
2019 rok, to najgorsza susza jaką widziałem. W sierpniu 2015 roku było nawet trochę lepiej niż teraz. Przede wszystkim krócej, bo problemy zaczęły się na dobre dopiero na początku sierpnia. W 2019 już w połowie czerwca robiło się nieciekawie, a przełom lipca i sierpnia był istnym dramatem. Trawa zmieniła się w step, a rzeki prawie nie płynęły. Przez Poprad czy Kamienicę dałoby się przejść suchą nogą, nad Dunajcem też dałoby się pewnie znaleźć mieliznę. Nie ma porównania z latem 2018, które miało opady w normie i w miarę regularnie. Niefajny był wtedy tylko początek maja i I połowa czerwca. Do reszty pory ciepłej nie mam zarzutów, zieleń była nieskrępowana.FKP - 26 Styczeń 2020, 20:24 Kmroz, od 2010.
Natomiast za najlepszy sezon wegetacyjny uważam 2018.Jacob - 26 Styczeń 2020, 20:42 Wg. mnie najlepsze były sezony wegetacyjne 2014 i 2016, zwłaszcza ten pierwszy .
Zimy osiągnęły już swój kres niemal 2 miesiące wcześniej niż w 2018, a cały czas sporo regularnych opadów, również słońca nie brakowało kmroz - 26 Styczeń 2020, 20:59 Jacob, pytanie co jest naszym celem. Szybkość, czy jakość.
W 2014 niezłe starania lutego marca i znakomite starania trzeciej dekady kwietnia zniweczyła częściowo pierwsza dekada maja z przymrozkami. Zresztą i kwiecień w swych pierwszych dwóch dekadach nie szczędził przymrozków, które bez wątpienia mogły nie tylko hamować, ale też niszczyć wegetację. Na pewno na duży plus, że rok 2014 nie miał zbytnio kiedy być pozbawiony zieleni. Dopiero chyba pod koniec września i w zasadzie pod względem zieleni to tylko jesień się nie udało.
W 2016 roku z pewnością mieliśmy godną fenologiczną wczesną wiosnę już w połowie lutego. Trwałe silne ciepło zrobiło swoje, okres 27.01-9.02 to był istny sufit. Potem niestety wróciły niższe temperatury i do końca marca wegetacja z pewnością zmarnowała swój potencjał na ekstremalnie szybką. Ale... to akurat nie był taki dramat, bowiem i tak było, jak mi się zdaje, mocno do przodu, a ekstremalnie ciepłe pierwsze dwie dekady kwietnia to szybko przyśpieszyły. Padało niby rzadko, ale ulewy i śnieżyce z lutego, a trochę także stycznia i marca, nie były bez znaczenia. Sporo tu jednak popsuły przymrozki w ostatniej dekadzie kwietnia, głównie w dniach 21.04, 23.04 i 26.04. Potem już było lepiej, po przymrozkach przyszedł ulewno-pluchowaty dzień, a następnie wróciło słońce i ciepło od początku maja, opady były słabe, ale regularne.
Niestety, tu się pojawia problem, oba te sezony zostały mocno zmarnowane przez późne przymrozki. W 2018, jak nie jestem jego fanem, było wszystko naprawdę cacy pod względem wegetacji. Przyszła ona bardzo późno, ale nie zakłócało jej praktycznie nic. Najpierw - w kwietniu i do połowy maja sucho, ale zapasy wilgoci olbrzymie zapewniały eksplozje zieleni, a stopniowy zanik rozlewisk i błota ułatwił rolnikom pracę. Pierwsza fala opadów przyszła wtedy, gdy była najbardziej potrzebna - w połowie maja. Potem u mnie jeszcze dołożyły cegiełkę silne burze z 25-26.05 i 2-3.06. Potem czerwiec i fragment lipca były suchawe i jak pisałem, początek lipca był to jedyny okres faktycznie pozbawiony zieleni. Bo od połowy lipca przyszły potężne opady, które wszystko nadrobiły, a na początku sierpnia, gdy burze ustały i przyszły upały, które podsuszyły zbiory, można było spokojnie rozpocząć żniwa. Później padało rzadko, ale niektóre fronty przynosiły naprawdę dobre układy. Miesiące sierpień-październik mimo ekstremalnego usłonecznienia, zapisały się w normie opadowej. Zieleń była bardzo długo, liście niestety nie siedziały tak długo jak np w 2019 roku, ponieważ pojawiłły się wczesne przymrozki, a ponadto nie brakowało wichur.
Jednak ogólnie, mimo, że rok 2018 nie był w moim typie pogody, to jednak nie umiem go nie docenić za naprawdę udaną wegetację.kmroz - 26 Styczeń 2020, 21:01 Przyznam, że nie jestem aż takim specjalistą w tych kwestiach jak FKP, jednak obserwacji dokonuje i 2018 rok kojarzy mi się z zielenią, a 2019 ze stepem. I mimo, że pogodowo wolę 100 razy ten drugi z wielu powodów, to jednak dla przyrody lepszy był ten pierwszy. W 2019 dopiero od końca września dało się dostrzec przewagę, no i oczywiście do połowy kwietnia, jednak w porze ciepłej, czyli kluczowej dla wegetacji, było 100 razy lepiej dla roślin.FKP - 26 Styczeń 2020, 21:15 Sezony wegetacyjne, które nie były ani złe ani dobre.
2019
Pierwsze symptomy wegetacji pojawiły się na początku lutego - zakwitły przebiśniegi Elwesa. Z czasem dołączały do nich pozostałe rośliny znane z wczesnowiosennego kwitnienia np. krokusy. Gleba była wówczas jeszcze wilgotna choć i tak ogólna wilgotność środowiska była niższa niż zazwyczaj w tym okresie - brakowało kałuż rozlewisk. W marcu stopniowo przestały zanikać opady a wegetacje pobudzały głównie pojedyncze, ciepłe i dość słoneczne dni jak np. 7.03, 17.03. W pierwszy dzień kalendarzowej wiosny w lesie i w ogrodzie roiło się od wczesnowiosennych kwiatów, pojawiły się też pierwsze liski na wcześnie listniejących krzewach np. suchodrzewie. Jednak w oczy rzucał się coraz poważniejszy niedobór wilgoci, gleba była w wielu miejscach już sucha Gdyby roślinki tylko wiedziały, że następny deszcz spadnie... 10.05. Kwiecień 2019 był miesiącem o iście kazachskim charakterze czego kwintesencją były burze pyłowe 23.04 Mimo braku opadów roślinność rozwijała się zupełnie normalnie, jedynie trawa była nadzwyczaj niska niemniej pozostawała zielona. Padły też oziminy na piachach ale to było nader oczywiste Ostrego kopa wegetacji dał 26.04, w trakcie którego większość drzew uzyskało pełne ulistnienie, 2 maja gotowe były już w większości dęby. Te, które nie zdążyły się zazielenić czekać musiały do połowy maja, kiedy to oprócz powrotu zdatnych do wegetacji temp. pojawił się dawno nie widziany deszcz, który sprawił, że niskie dotąd trawy i rośliny zielne wybujały Prawdziwym fenomenem był czerwiec, który u mnie nie dość, że był gorący i słoneczny to jeszcze podarował mi trzy wyjątkowo zasobne w opad i widowiskowe burze. Gleba pozostawała nawilżona do samego końca miesiąca, jednak 30.06 wytrącił z niej resztki wilgoci. Wegetacja była wówczas bardziej zaawansowana nawet od 2018 Przerwaniem tej sielanki był cipiec - suchy, zimny i początku także wietrzny miesiąc. Ogólnie całe wakacje 2019 nie obfitowały w opady ani w letnią pogodę, ta ostatnia prawdzie wpadła na odchodne w ostatniej pentadzie sierpnia, jednak żadnych opadów nie przyniosła, w efekcie roślinność była ostro przesuszona Rok szkolny powitał nas zgoła odmienną aurą a poprzedzającej go nocy spadło nieco deszczu. Wrzesień był u mnie miesiącem pochmurnym, byle jakim termicznie i niezbyt wydajnym opadowo - było to zapewne razem z resztą sezonu podkładem pod wyjątkowo szybkie rozpoczęcie kolorowej jesieni, już w końcu września wiele orzechów włoskich było przebarwionych Jednak październik nie przyśpieszył tego procesu, wręcz przeciwnie, jesień 2019 była jedną z najpiękniejszych o ile nie najpiękniejsza jesienią w swojej barwnej części co w połączeniu z pogodą wprawiało w zachwyt Kolory na drzewach utrzymywały się wyjątkowo długo, właściwie dopiero w III dekadzie listopada zapanowała, a jakże późnojesienna "sucha" Kwiaty roczne na dobre zakończyły swoją drogę po 2019 wcześniej bo już pod koniec października. Sezon wegetacyjny 2019 trudno nazwać ideałem ale na pewno grzechem byłby zrównanie go z 2013, dlatego ja swoją ocenę tego sezonu odłożę na bok pamiętając przy tym o jego cieniach i blaskach.FKP - 26 Styczeń 2020, 21:27
kmroz napisał/a:
Przyznam, że nie jestem aż takim specjalistą w tych kwestiach jak FKP, jednak obserwacji dokonuje i 2018 rok kojarzy mi się z zielenią, a 2019 ze stepem. I mimo, że pogodowo wolę 100 razy ten drugi z wielu powodów, to jednak dla przyrody lepszy był ten pierwszy. W 2019 dopiero od końca września dało się dostrzec przewagę, no i oczywiście do połowy kwietnia, jednak w porze ciepłej, czyli kluczowej dla wegetacji, było 100 razy lepiej dla roślin.
Zgoda, chociaż u mnie aż takiej wielkiej różnicy w zieleni nie było, jednak 2018 rzeczywiście miał przewagę.kmroz - 26 Styczeń 2020, 21:33
FKP napisał/a:
Zgoda, chociaż u mnie aż takiej wielkiej różnicy w zieleni nie było, jednak 2018 rzeczywiście miał przewagę.
U mnie podczas pełni wiosny niebo a ziemia.
Latem bardzo dobrze w 2018 zrobiło się od połowy lipca, wcześniej w sumie było niewiele lepiej jak w 2019.Jacob - 26 Styczeń 2020, 21:39 Faktycznie w 2018, susza była mniej dotkliwa niż rok później. Przede wszystkim dlatego, że nie było tak długich okresów bezopadowych jak w kolejnym roku. Choć od tej fali upałów na początku sierpnia już nie było tak kolorowo i chyba nawet w lipcu 2019 trawniki nie były aż w tak złym stanie jak we wrześniu 2018 W porównaniu z wrześniem 2019 to niebo a ziemia, dosłownieFKP - 26 Styczeń 2020, 22:30 2018 - Najlepszy sezon wegetacyjny
4.04, dzień, w którym oficjalnie zmieniliśmy klimat na panoński był także początkiem niezwykłego okresu wegetacyjnego, który naprawdę przywodził na myśl Węgry. Roślinność wyjątkowo szybko zaczęła nadrabiać zaległości, korzystając przy tym z faktu, że kwiecień 2018 był u mnie pod każdym względem odpowiednikiem czerwca 2019. 13.04 i 30.04 przetoczyły się u mnie solidne burze. Wegetacja wyglądała komicznie - jedne rośliny były mega opóźnione, inne w normie a jeszcze inne osiągały wyjątkowo wysoki stopień rozwoju, w czego skutek wszystko listniało/kwitło w tym samym momencie. Ok. 10 maja ta różnica się zatarła, wszystkie rośliny były już znacznie bardziej rozwinięte niż standardowo o tej porze. W maju oprócz ciepła i Słońca nie brakowało u mnie burz i solidnych opadów, wystąpiły one 3.05, 8.05, 17.05 (nawałnica porównywalna do 20.06.19). W trzeciej dekadzie maja nastał dłuższy okres posuchy, jednak wegetacja dalej szła na rekord, trawy jednak zaczęły zmieniać kolor z zielonego na żółtawy i w najcieplejszy miesiąc roku weszliśmy z stepowymi krajobrazami. Wegetacja kwiatów letnich w I połowie lipca 2018 nie odbiegała zbytnio od 2019. W II połowie miesiąca za sprawą pojawiania się w coraz większym stopniu quasi japońskich klimatów roślinność zielna ponownie odżyła na tyle, że rodziła konotacje z analogicznym okresem maja 2019. Jednak po 20 lipca nadeszła słoneczna i gorąca pogoda, letnia wegetacja mogła wówczas zaprezentować się w pełnej krasie, liście na drzewach były głęboko zielone, kwitło pełno kwiatów nad którymi latały motyle i pszczoły. Nie inaczej wyglądał sierpień, jednak ze względu na to, że burze w tym miesiącu przybrały charakter "burz-widmo" (wiatr, błyski, grzmoty i ani jedna kropla deszczu ) roślinność ponownie w coraz większym stopniu zaczęła odczuwać niedobór wody. Wrzesień pogłębił jeszcze ten stan, jednak wegetacja będąca najwyraźniej w "bałkańskim" nie zamierzała chylić się ku końcowi nawet w I dekadzie października. Niemniej II dekada października przechyliła szalę, pełne naświetlenie przez niskie Słońce, kontrastowe term. noce i dni oraz dalszy brak opadów znacząco przyśpieszyły postępy jesieni. Kolorowa pora roku trwała do ok. połowy listopada, kiedy to nadejście trwałego mrozu zakończyło żywot ostatnich wiszących na drzewach liści oraz kwiatów rabatowych. O porze ciepłej 2018 narosły legendy, jest powszechnie znana w świecie fanów meteorologi i klimatologi oraz powszechnie lubiana. Wg mnie jest to po dziś dzień najlepszy sezon wegetacyjny i to mimo tego, że był dość krótki oraz rodził wiele niedogodności związanych z brakiem opadów.