To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum wielotematyczne LUKEDIRT
Zdjęcia, pogoda i klimat, astronomia, sport, gry i wiele więcej! Serdecznie zapraszamy!

Ogólnie o pogodzie i klimacie - 1 maja w czasach PRL-u

Bartek617 - 6 Maj 2020, 12:48

Przepraszam, w związku z utrudnionym dostępem do baz danych na meteomodelu, dopiero mogę wstawić od 1973 (a więc ponad połowa okresu stracona) :-(

1973: +7 C/+25 C/+16 C (pewnie był to pogodny dzień, bo żadnych zjawisk nie zaobserwowano)
1974: +6 C/+18 C/+12 C (padał deszcz)
1975: +8 C/+11 C/+10 C (oficjalnie nic szczególnego nie miało miejsca, ale amplitudy dobowe temp. sugerują, że to był pochmurny dzień)
1976: -1 C/+13 C/+6 C (już bardziej słoneczny, ale chłodny)
1977: +10 C/+27 C/+19 C (również słoneczny, ale znacznie cieplejszy)
1978: +8 C/+14 C/+11 C (zamglenia i opady deszczu)
1979: +3 C/+8 C/+6 C (również niżowo i chłodniej)
1980: +5 C/+14 C/+10 C (pogodniej)
1981: +5 C/+12 C/+8 C (chłodno i deszczowo)
1982: -2 C/+12 C/+5 C (o dziwo, tu padał deszcz)
1983: +6 C/+20 C/+12 C (deszcz i do tego z burzą)
1984: +10 C/+17 C/+14 C (bez opadów, ale pewnie można tu mówić o zachmurzeniu zmiennym co najwyżej)
1985: 0 C/+6 C/+3 C ("tego jeszcze nie było" (myślę, że było, tylko zdarza się to może raz na 20-30 do 50 l.)- deszcz i śnieg) ;-)
1986: +11 C/+20 C/+15 C (deszcz i nawet burza)
1987: +7 C/+24 C/+16 C (tu dla odmiany "wyżowo" i ładnie) ;-)
1988: +6 C/+21 C/+13 C (trochę chłodniej, ale chyba też pogodnie) ;-)
1989: +6 C/+10 C/+8 C (deszcz i do tego z jakimiś wyładowaniami)

Wiem, że to jest bardzo mała liczba danych, ale wniosek nasuwa się prosty. Ludzie musieli się naprawdę nieźle kamuflować, by twierdzić, że początek majówki będzie wyglądał idealnie (wprawdzie to tylko 1 dzień, ale jak widać ważny), bo zdecydowana większość z nich wypadała wówczas z biometem niekorzystnym, który kojarzy się wizualnie ze zwiększonym zachmurzeniem i opadami (nawet jak było pogodnie, to pojawiały się skrajności w 2 strony- albo ponad 25-stopniowy gorąc albo nocne przymrozki). ;-)

zgryźliwy tetryk - 6 Maj 2020, 13:02

Brak tu informacji o miejscowości której dotyczą te dane. Wiem,ze w naszym kraju różnice bywają nawet diametralne.
kmroz - 6 Maj 2020, 13:03

Jest napisane gdzie użytkownik mieszka, więc można uznać że jest informacja 🤣
Bartek617 - 6 Maj 2020, 14:33

Chodziło oczywiście o dane z oficjalnej stacji Kraków-Balice, najbardziej "prawdomówne" i sprawdzone źródło ze stacji pomiarowych w okolicy ;-)
zgryźliwy tetryk - 6 Maj 2020, 16:24

Tu nie chodzi o prawdomówność, lecz o to,ze w różnych okolicach różnie bywa z klimatem.
W latach 70-tych któregoś roku na Święto Zmarłych pojechaliśmy na groby rodziców pierwszej żony w okolice Bełchatowa. Był tam mróz i leżał śnieg. Gdy wyjeżdżaliśmy z Warszawy było około +10 stopni i mżawka. Gdy wróciliśmy też tak było . Więc wiem, że to co zdarza się w pogodzie w jednym punkcie kraju, nie musi zdarzyć się i w drugim, wcale nie tak odległym

Bartek617 - 6 Maj 2020, 21:03

Am, przepraszam, głupio mi to pisać, bo ogólnie dużo więcej wiesz niż ja: Bełchatów i Warszawę dzieli stosunkowo duża odległość- ok. 150 km. ;-) Pisząc o okolicznych stacjach zwracałem uwagę na krótsze dystanse, w obrębie danej aglomeracji (czyli promień maks. 50 km w naszym kraju- np. obszar aglomeracji warszawskiej, konurbacji górnośląskiej, czy nawet od biedy aglomeracji krakowskiej, w której pojawiają się miejscami mniejsze/większe wzniesienia- przeważnie w takich przypadkach nie dochodzi do jakichś wielkich różnic temp. czy pogodowych między jednym miastem, a drugim (GŚ), albo miastem, a okolicznymi mniejszymi miejscowościami (Krk, Wawa), mimo że oczywiście istnieje coś takiego jak efekt miejskiej wyspy ciepła). ;-) Natomiast zgadzam się w pełni z Tobą, że mogą niekiedy wystąpić duże różnice w pogodzie między np. Łodzią a Warszawą, Katowicami a Krakowem, Kielcami a Lublinem itp. itd, bo mimo faktycznie niewielkich odległości są to też inne regiony, krainy geograficzne i tam warunki klimatyczne są nieco odmienne (mimo że w uśrednieniu czy podsumowaniu nie ma jakichś kosmicznych różnic w kwestii temp., usłonecznienia, opadów itp. itd.- na tle takich Stanów Zjednoczonych jesteśmy wszyscy solidarnie "umiarkowani", mimo że na ogół w zachodniej połowie jest cieplej). Wydaje mi się, że z reguły musi przechodzić jakiś chłodny front atmosferyczny, skoro na wschodzie kraju jest cieplej niż na zachodzie (chociaż rejon Warszawy (środkowy-wschód) jest dość wyjątkowy i jest tam zwykle cieplej niż w miastach "ściany wschodniej"). Niewykluczony jest też m. in. klasyczny niż genueński według trasy Vb (choć z czasem w tej bardziej wschodniej części państwa też by się kiedyś ochłodziło). Też lokalne zjawiska pogodowe typu zamglenia mogą wchodzić w grę- być "aktywniejsze" i bardziej powszechne danego dnia akurat w zachodniej części PL, co skutkuje, że na wschodzie jest cieplej (tylko to już raczej kwestia dłuższego zadomowienia się wyżów i kontynuacji spokojnej, stabilnej i "nudnej", acz bezpiecznej pogody). ;-) Takie przynajmniej jest moje zdanie. Jak piszę głupoty, to przepraszam- interesuję się sprawami pogodowymi, ale nawet w tej dziedzinie popełniam dość często proste błędy. :-(
zgryźliwy tetryk - 6 Maj 2020, 22:21

Tak naprawdę o meteorologii wiem niewiele. Po prostu widzę to co jest na dworze (dla Ciebie Krakowiaka "na polu"), słońce, czy deszcz i prędko o tym zapominam, pamiętając tylko rzeczy nietypowe, jak te różnice z lat 70-tych o których pisałem. Jako hobbysta pogodowy wiesz więcej. Ale o "lokalnych" różnicach w pogodzie piszę prawdę. Zresztą sam widziałem "zadeszczoną połowicznie" ulicę Trocką w Warszawie. Wschodnią stronę zlaną deszczem, zachodnią całkiem suchą. "Granica" szła środkiem jezdni. Widziałem też z bezdeszczowej działki burzę nad odległymi o 7 km Siedlcami. Więc "różnice" pogodowe znam jak własną kieszeń.
Bartek617 - 6 Maj 2020, 22:58

No tak, w kwestii przelotnego deszczu i burz bywają takie różnice (śniegu raczej rzadziej, chyba że mowa o opadach konwekcyjnych- w połowie tegorocznego kwietnia miejscami na S od Wisły nieźle lało i śnieżyło, a w północnych okolicach Krk (tzn. na północ od rzeki) praktycznie nic- mżawka i krupa w jednym na krótko się pojawiały, a chmury kłębiasto-warstwowe trzymały dzielnie przez te kilka h). Burze mają to do siebie (zwłaszcza w ostatnich latach), że przybierają często charakter lokalny i może tak się zdarzyć, że w 1 części miasta (lub w 1 miejscowości) gdzieś błyśnie, zagrzmi i mocniej popada, a niedaleko stąd (inna wieś, czy inna dzielnica/osiedle miasta) może być sucho, cicho i spokojnie (wprawdzie o zupełnie bezchmurne niebo wówczas ciężko, ale pogoda jest już inna). Z burzami w sumie jest też taka kwestia, że jak ktoś ma grube ściany w domu, zamknięte okna i jest "kryty" przez jakiś wieżowiec lub gęste drzewa, albo po prostu wyładowania są słabe, to w sumie mało co zobaczy i też mało co usłyszy. ;-)
PiotrNS - 6 Maj 2020, 23:00

Raz, będąc nad morzem, znalazłem się na granicy burzowej ulewy. Spoglądając przez okno na drugim piętrze, miałem przed sobą parking, a dalej dróżkę prowadzącą do ścieżki pieszo-rowerowej, po której drugiej stronie rosły już drzewa i znajdowała się plaża. Dzieliło mnie od niej 150 metrów. Była noc, niebo rozświetlały błyskawice, a 10 metrów od okna dodatkowo świeciła się latarnia przy parkingu. Widziałem w świetle tej latarni, jak równolegle do ściany budynku w którym się znajdowałem, odrobinę przechodziły fale deszczu, mocnej ulewy, podczas gdy w miejscu mojego położenia i na parkingu było sucho. Linia deszczu przechodziła dosłownie metry dalej. To nie trwało krótkiej chwili, lecz jakieś pięć minut. Dopiero po tym czasie burza uderzyła także we mnie.

Druga taka sytuacja miała miejsce 31 lipca 2018 roku, kiedy wracałem ze spaceru. Wieczorem zachmurzyło się i zaczęło grzmieć, zatem przyspieszyłem kroku żeby zdążyć do domu zanim się rozpada. Skręciłem już w uliczkę-dojazd do mojej posesji i przechodząc obok jednego z domów, który też przy niej stoi, usłyszałem jak o dach 15 metrów w bok ode mnie zaczęły rozbijać się ciężkie krople. To było takie krótkie "uwolnienie" deszczu i na chwilę znowu zrobiło się cicho. Wszedłem na niewielkie wzniesienie na którym stoi mój dom, mając inne domy już za sobą, i znowu usłyszałem jak tuż za mną krople dudnią o dachy, tym razem już mocniej. Na mnie nie spadała ani jedna, ale przyspieszyłem. Byłem już 50 metrów od drzwi wejściowych, coraz bliżej i bliżej, i dokładnie w chwili jak zamykałem furtkę i wszedłem do ogrodu, wszystko lunęło. Wtedy wystarczy już tylko sprint na 10 metrów i byłem pod dachem, więc udało mi się prawie nie zmoknąć :D

Bartek617 - 7 Maj 2020, 00:19

Matuśku, Ty to masz szczęście do bezpośredniej styczności z takimi zjawiskami atmosferycznymi. Naprawdę podziwiam Cię za tą odporność na takie warunki i że jesteś w stanie dostrzec jakieś pozytywy. ;-) Znaczy, kiedyś też biegłem podczas ulewy/nawałnicy (ostatnio chyba 9 maja 2018). Wtedy kompletnie miałem paskudny okres w życiu (I rok studiów, nowi znajomi, poważniejszy krok w dorosłość, wyjście spod klosza i względnie samodzielne zarządzanie swoim życiem), bo robiłem wszystko, by za wszelką cenę być samotny. Byłem w stanie nawet "wagarować", byle nie spotykać znajomych (tak, wtedy, kiedy trwał taki piękny czas w pogodzie i kiedy nawet niektóre dziewczyny podczas gorących dni zaczęły się ubierać, jak na plażę- japonki, sukienka mini i jakaś koszulka T-Shirt: nawet wtedy będąc takim "upadłym nerdem" (czy kimś podobnym- kiedyś byłem dobrym, może nawet bardzo dobrym uczniem, ale przez lenistwo i nieregularną naukę (o pracach domowych zawsze pamiętałem i teraz też pamiętam) moje stopnie poleciały w dół) patrzyłem nieśmiało na taką niewiastę (głównie na buzię rzecz jasna) :oops: i mi się bardzo podobała- pod tym kątem się nie zmieniłem). :oops: :cry: Akurat nie pamiętam, czy tamtego dnia uczestniczyłem w przedpołudniowych zajęciach czy nie (proszę, nie bierz mnie za jakiegoś anarchistę czy buntownika, opuszczałem każde zajęcia średnio góra 2-3 razy w semestrze, tak to normalnie chodziłem, na I roku miałem ich więcej), ale przypominam sobie jak szedłem na Błonia (do Parku Jordana chodziło dużo ludzi), bo chciałem w ciszy i spokoju zebrać myśli i pomarzyć o czymś przyjemnym. No i tak siedziałem sobie na trawniku, potem wręcz... leżałem i zasnąłem (trochę się czułem jak główny bohater "Dnia świra", tyle że nie znajdowałem się na plaży, a na wyludnionej strefie ruchliwego miasta- czyli coś analogicznego do oka cyklonu- naokoło harmider, a w tym miejscu wprost przeciwnie). :-( Po jakimś czasie obudziłem się, to zobaczyłem, że jakieś chmury pojawiły się na niebie. Myślałem sobie, że to zwykłe zachmurzenie i już byłem zajęty tworzeniem w głowie jakiegoś miłosnego wierszyka na siedząco (amatorka). No i podczas mojej kontemplacji nagle jak nie pizgnęło piorunkiem w oddali (gdzieś tam za Kopcem Kościuszki) i nie zaczęło lać, tak gwałtownie poderwałem się i zacząłem spierniczać do budynku UJ przy alejach Mickiewicza. Jak zwykle w takich nieprzyjemnych i nerwowych okolicznościach biłem nieoficjalnie rekordy i wyprzedzałem nawet inne biegnące osoby (jednak to w sumie jest niedaleko, więc to sztuka żadna, a w końcu zajęcia sportowe też miałem na I roku) :-( , ale ledwo dotarłem do przejścia dla pieszych, to już zmokłem do suchej nitki. Miałem iść jeszcze na wieczorny wykład, ale wtedy jak wspomniałem wcześniej odczuwałem skrajną fobię społeczną i pewnie nie poszedłbym nie tylko ze względu na opłakany wygląd, ale też z powodu mojego melancholijno-depresyjnego nastawienia (teraz jestem już znacznie bardziej ogarnięty, ale z kolei zrobiłem się pasywny, flegmatyczny i nadal jestem wycofany i nie wierzący w siebie). :-( Nie poszedłem na wykład, ale za to do łazienki dla osób niepełnosprawnych, bo do nich nie ma praktycznie w ogóle kolejek. Na miejscu musiałem się zabezpieczyć (by nikt nie wszedł), a potem zdjąłem spodnie i koszulę i zacząłem je suszyć (no bo byłem taki mokry, że aż obawiałem się, jak moi Rodzice zareagują, gdy mnie zobaczą po powrocie do domu). :-( Na szczęście po niecałej godzinie intensywnej pracy nad swoim wizerunkiem, ubrania uległy chociaż częściowemu wysuszeniu i nie musiałem już się tak martwić tym, co Rodzice powiedzą i z większą ulgą wróciłem do miejsca zamieszkania. ;-) Także nawet w tym popapranym zdarzeniu i fragmencie życia znalazło się miejsce na względnie szczęśliwe zakończenie. ;-) M. in. to zdarzenie sprawiło, że zacząłem uważniej śledzić prognozy burzowe. ;-)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group