Forum wielotematyczne LUKEDIRT Zdjęcia, pogoda i klimat, astronomia, sport, gry i wiele więcej! Serdecznie zapraszamy!
Ogólnie o pogodzie i klimacie - Najmilsze pogodowe wspomnienia z różnych miesięcy
FKP - 19 Grudzień 2020, 20:33 Ja latem nienawidzę lampy jak nie jest gorąco i wieje lodowaty wiatr, no nienawidzę takiego połączenia a potem jeszcze ta lodowata noc kmroz - 19 Grudzień 2020, 20:36 10.10.2010
https://photos.app.goo.gl/UV2y8YJMTHaXrbp1Akmroz - 19 Grudzień 2020, 20:38 PiotrNS, apropos fotografii to widziałeś moje albumy ze stycznia 2019, bo na razie nikt oprócz FKP ich nie skomentował... ?
Tam trochę zabrakło ozdobienia mroźnego i śnieżnego krajobrazu przez chociaż odrobinę żółtego światła...
Styczeń - najfajniej wspominam dzień 3 stycznia i te okresowe śnieżyce, jakie wtedy nadchodziły, po kilku minutach ustępując miejsca Słońcu.
Luty - nie bijcie mnie, ale ten pseudociepły okres 16-19 lutego Ferie, więcej luzu, trochę słodkiego zapomnienia w tym słoneczku, które przywoływało już skojarzenia z wiosną. W te dni wstawałem dosyć późno, toteż nawet nie zdawałem sobie sprawy z tych lodowatych nocy, z kolei późniejsze godziny zachwycały mnie tym lampowym ciepełkiem, już nawet trochę powystawiałem się do lampki i opaliłem.
Marzec - to chyba pogodna, ale niestety znowu pseudociepła sobota 30 marca, kiedy siedziałem sobie z kilkoma znajomymi nad rzeką w pełnym Słońcu i zauważyłem, że robi się już powoli zielono.
Kwiecień - tutaj nie da się ukryć, że tylko jedno mogło wywołać we mnie miłe wspomnienie - to początek Najpiękniejszej Pluchy Ever (w wersji nowosądeckiej) 27 kwietnia, tego popołudnia, kiedy wyschnięta ziemia w końcu złapała wodę.
Maj - popołudnie 17 maja, kiedy po długiej antytureckiej niedoli nareszcie poczułem właściwe tej porze roku ciepełko, wszystko pięknie rozkwitało i promieniowało życiem, a niebo stopniowo się oczyszczało. Byłem wtedy tuż po wyjątkowo wczesnym przedterminie, co dodatkowo cieszyło.
Czerwiec - to piękne, czyste, błękitno-zielone, cieplutkie popołudnie 2 czerwca, kiedy zmiana pogody jeszcze zachwycała, było tak przyjemnie, wręcz błogo i chciało się oddać niemożliwemu lenistwu. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co nas czeka i żywiłem uczucia sympatii wobec dopiero rozpoczętego miesiąca...
Lipiec - moment, w którym poczułem tak trudny do osiągnięcia letni, lampowy chłodek w przyjemnym, jakby lżejszym, nadmorskim powietrzu 5 lipca. Temperatura wynosiła 19 stopni, wiał lekki wiatr od morza i świeciła lampka, która wreszcie przywoływała pozytywne skojarzenia. Czułem wtedy, że odżywam po tym czerwcu.
Sierpień - niewątpliwie uroczy, niezwykle klimatyczny wieczór 12 sierpnia, kiedy stojąc na polu podziwiałem przesuwającą się na zachód ode mnie potężną burzę, chmurę rozświetlaną wyładowaniami. Chwila, w której nad tą chmurą przeleciał bolid Perseidów, to było najpiękniejsze co widziałem w 2019 roku.
Wrzesień - myślę, że pogodny i bardzo ciepły (max. 25 stopni) dzień 5 września, kiedy jedyny raz w tym żałosnym rowerowym sezonie przejechałem się na dwóch kółkach w góry ponad Rytrem, podziwiając piękne widoki i niebo, które między drobnymi chmurkami miało odcień pięknego lazuru, a nie takiego mleka jak przez znaczną część lata.
Październik - kurde, sorry, ale ostatni dzień tego strasznie długiego i ostro przesadzonego babiego lata (27 października), to jednak była magia. Prawie listopad, pierwszy dzień czasu zimowego, a tu panowała temperatura niemal 25 stopni, grzało aż miło i jeszcze wieczorem było ciepło (październik 2019 był mniej pseudociepły niż II dekada z 2018), na tyle że urządziłem sobie już po zachodzie Słońca małą przejażdżkę w krótkim rękawku i potem trochę posiedziałem w ogrodzie.
1000+ - ekstremalnie ciepła, lekko wietrzna i pogodna niedziela 17 listopada, spędzona aktywnie, miło w tej pogodzie, która utwierdzała mnie tylko w przekonaniu, że ten listopad naprawdę jest Tysiącplusem (moja zmodyfikowana wersja "Tysiąclatka") xD
Grudzień - Chyba już się domyślacie Wszystko wiem, ale serio, ta hot16-tka sprzed Świąt (określenie Jorgusia) była naprawdę czymś wybitnym. Wcześniej wątpiłbym w to, że podczas najkrótszych dni w roku poczuję, jak Słońce grzeje skórę. Pierwszy dzień wyczekiwanej przerwy świątecznej, jeszcze niegasnące nadzieje na to, że przyjdzie zima, a w pogodzie takie ciepłe ekstremum, wiatr który ucichł rano, a wzmógł się wieczorem, Słońce i 30 km na rowerze, na dobry, aktywny początek bardzo kalorycznego okresu roku Wtedy było już sucho, ale nie przejmowałem się tym, wiedząc że już pojutrze się odmieni.kmroz - 20 Grudzień 2020, 21:49
PiotrNS napisał/a:
Grudzień - Chyba już się domyślacie Wszystko wiem, ale serio, ta hot16-tka sprzed Świąt (określenie Jorgusia) była naprawdę czymś wybitnym.
A ja dzisiaj, chociaż pogoda nie jest zbyt ciekawa, że naprawdę cieszę, że jest tak jak jest, a nie to co przed rokiem....
A swoje wspomnienia zaraz dam. Nie ukrywam, że jest tu sporo starego Piotra w tych wspomnieniach, ale to nic dziwnego, bo wtedy on jeszcze był
Ja postaram się podejść bardziej względem moich dzisiejszych upodobań PiotrNS - 20 Grudzień 2020, 22:02 Tutaj o to chodzi, żeby przestawić to, co najbardziej na sercu leży, a niekoniecznie zgadza się z obecnymi upodobaniami Do 20 grudnia 2019 akurat mam duży szacunek, ciepło zimą to niech będzie albo opad albo pojedynczy sufit. No i to był właśnie taki sufit. Aczkolwiek także się cieszę, że dzisiaj było tak jak było; gdybyśmy zaimportowali do dzisiejszej doby pogodę sprzed roku, to podczas wieczornych obserwacji wiatr urwałby mi głowę Starego Piotra faktycznie jest tu sporo, ale on także potrzebował Trzydziestolatki, aby wgrać sobie aktualizację kmroz - 20 Grudzień 2020, 22:04 Styczeń - myślę, że dni 8-9.01.2019. Jeszcze kilka dni wcześniej niektóre prognozy straszyły odwilżą, która by szybko stopiła tą dość marną 4cm pokrywę. W zamian za to dostaliśmy śnieżyce przy -1 stopniach i wzrost pokrywy do 12 cm. Coś pięknego. Moje zdjęcia obu psiaków (Lea wtedy jeszcze była całkiem żywa, pogorszyło się jej w tysiącplusiaku dopiero) w połączeniu z białą magią, to tylko ukoronowanie tego okresu Zaskoczę was, ale stary kmroz wtedy też się z tego cieszył, ale tylko dlatego, że dzięki temu wygrałem browara xd
Luty - z dzisiejszego punktu widzenia oczywiście największą euforią by była śnieżyca 3/4.02. Wtedy również nie było pewne, czy to nie będzie deszcz i czy się na nią załapię (wszak jakieś 50km na SE ode mnie g*wno popadało). Chociaż na swój sposób dzień 2.02 też zasługuje na szacunek - było jasne, że był to epizod, a do tego mocno zasłużony po styczniu i mimo wszystko grudniu.
Marzec - Tu zostaje jednak przy 4.03.2019. Po deszczowej nocy, podczas której temperatura tylko rosła, rano przy temperaturze +10 stopni pięknie lśniły chodniki. Potem wyszło słońce, ale było to raczej pseudosłońce przez większość dnia, świeciło przez jakieś chmury piętra wysokiego, a potem nawet średniego. No i pięknie wiało. Szkoda, żę wieczorem nie popadało tylko.
Kwiecień - Tutaj to miłych rzeczy nie będzie, ale jak muszę wybierać to chyba Wielkanoc - coś tam pokapało, nie było już tak wrednych amplitud i przeważały fajne chmurki
Maj - Jak najbardziej 17.05. Początek Czasu Euforii i piorun, który walnął koło mojego domu. Oczywiście Czas Euforii nie stoi nawet obok drugiej połowy czerwca 2020, ale jednak był to bardzo mily odskok w totalnie bezburzowych i pełnym suszy 2019 roku.
Czerwiec - Wiadomo. Noc 13/14.06.2019. A z drugiej strony rozważam jeszcze dzień 17.06, ale jednak też się przekonuje, że w takim miesiącu orzeźwienia powinny być żabkowe xd
Lipiec - Nie wiem co tu dać, ale chyba dam dzień 16.07, który - dość niespodziewanie - przyniósł dwucyfrową sumę opadów, pierwszą taką od ponad miesiąca.
Sierpień - Chyba nocka 20/21.08, pięknie podlało i nawet trochę pobłyskało. Miła życiowo też noc, bo wtedy się spotkałem po 6 latach z ludźmi z gimbazy/podstawówki i trochę przełamałem swoje dawne traumy.
Wrzesień - Tutaj ciężko mi coś wybrać pojedynczego, bo złotkiem dla mnie była ogólnie ostatnia pentada. Porządne deszcze, na zmianę z rozpogodzeniami i przyjazne temperatury z wybitnie ciepłymi nocami - noce 27/28.09 i 29/30.09 to arcydzieła z tmin 13-14 stopni, ale pozostałe noce z tej pentady też dwucyfrowe. Jakbym musiał coś wybierać, to dałbym chyba samą w sobie noc 27/28.09, tmin 14 stopni i 8mm deszczu w ciągu nocy, coś przecudnego
Październik - 9.10.2019. Ostatni porządny deszczyk za życia Buki, nawet może widziliście jak po raz ostatni nagrałem jej przemoknięte futerko. A ogólnie dzień wzorcowy, taki wręcz ulepszony 4.03.2019, bo otoczony z dwóch stron ładnymi opadami - w sumie licząc obie noce spadło ponad 10mm. A w ciągu dnia zachmurzenie umiarkowanie, wiatr i 16 stopni. Ogólnie też pokaz, że bez dzikich anomalii może być super.
Listopad - 4.11.2019. Rozczarowanie z powodu kapuśniaczka zamiast deszczu, ale ogólnie spadły 3mm przez dobę, co i tak jak na ten miesiąc było osiągnięciem. Temperautra rosła jużwieczorem 3/4.11.2019 przed północą było 13 stopni, potem w nocy pokapał kapuśniaczek przy tej temperaturze, a w ciągu dnia przy pochmurnym niebie, ale już bez opadów temperatura wzrosła do 17 stopni. Pod wieczór przyszła mżawka, a temperatura już niestety powoli leciała w dół, spadając koło północy do zaledwie 10 stopni.
Grudzień - No niestety, 22.12.2019. Najpiękniejsza ofiara od pogody, jaką mogła dać Natura po tej Tragedii. No w sumie może nie najpiękniejsza, ale na pewno zbawienna. I jak historia sięlubi powtarzać, to też mnie nie przestaje zadziwiać, bo wychodzi na to, że w rocznice również po długiej przerwie w tym dniu doczekam się prawdziwych opadów. Wierzę, że (zwłaszcza z okazji tej rocznicy) stanie siępodwójne wynagrodzenie i tak jak mówią modele WRF, ARPEGE i UM opady początkowo będą w postaci stałej przy temperaturze 0/+1 stopni i chociaż na chwilę zabielą się krajobrazy - bo na takie dłuższe liczę nie wcześniej, niż w wigilijny wieczór, czy wręcz 25.12.kmroz - 20 Grudzień 2020, 22:05 Ogólnie zszokowało mnie to, ale nie licząc może lutego i lipca, to wszystkie rzeczy były tutaj w pełni szczerze, tj. jako kmroz z 2019 również te rzeczy uważałem za najlepsze. Mam wrażenie, że w głębi duszy w 2019 roku już byłem nowym kmrozem, który jedynie w ocenie "przeszłości" przyjmował pozę starego kmroza....PiotrNS - 20 Grudzień 2020, 22:14 Mogło tak być, zresztą ja też zauważyłem, że zmiana ze starego na nowego Kmroza nie była wcale tak szybka. Pamiętam, że jeszcze w styczniu, przed swoim zniknięciem pisałeś, że chcesz, by ten rok był rokiem opadów i podałeś tam propozycję swojego nowego wymarzonego kwietnia (chyba był to kwiecień, ale nie mam 100% pewności), który przyszedł... w czerwcu Wiele z tych przypadków pamiętam za sprawą tego, że już wcześniej traktowałeś je bardzo miło, np. przykłady z marca i czerwca, a także listopad. Pamiętam jak 4 listopada 2019 rano byłeś zachwycony i napisałeś coś w stylu "nigdy nie zapomnę tego poranka". Wrześniowa noc mnie trochę zaskoczyła, liczyłem bardziej na tę z 29 na 30 września, właśnie dlatego, że przypominam sobie jak ją lubiłeś. Dzień 17 maja łączy nas w tych wspomnieniach, również dla mnie był w tym miesiącu najmilszy, w Twoim przypadku jeszcze bardziej mnie nie zdziwił, bo okres pogodowy jaki zapoczątkował, to naprawdę złoty epizod tego roku na Mazowszu kmroz - 20 Grudzień 2020, 22:20
PiotrNS napisał/a:
Wrześniowa noc mnie trochę zaskoczyła, liczyłem bardziej na tę z 29 na 30 września, właśnie dlatego, że przypominam sobie jak ją lubiłeś.
Noc 29/30.09 jednak aż tak nie zachwyciła, była nieco zimniejsza i nie przyniosła takiego opadu, w dodatku była początkiem wichury. Co nie zmienia faktu, że nawet ta wichura to była mała cena za tak fenomenalny pogodowo tygodniowy okres.
PiotrNS napisał/a:
Mogło tak być, zresztą ja też zauważyłem, że zmiana ze starego na nowego Kmroza nie była wcale tak szybka. Pamiętam, że jeszcze w styczniu, przed swoim zniknięciem pisałeś, że chcesz, by ten rok był rokiem opadów i podałeś tam propozycję swojego nowego wymarzonego kwietnia (chyba był to kwiecień, ale nie mam 100% pewności), który przyszedł... w czerwcu
W styczniu to ja już byłem nowym kmrozem, ale się nie ujawniałem, bo liczyłem, że po lutym mrożnym jak 2012 i śnieżnym jak 2006 mi przejdzie I całkiem możliwe, że by przeszło, jakby do tego potem jeszcze była mokra wiosna... Ale cóż, poszło jak poszło i chyba zmieniłem się na stałe. Co oczywiście nie zmienia faktu, że miłość do burz i małych amplitud już w 2019 jak najbardziej u mnie była, wtedy była to już taka fuzja, a nie stary kmroz, który ostatecznie zdechł gdzieś w grudniu, ale w pełni się do tego przyznał tak naprawdę dopiero gdzieś... jesienią tego roku. Bo jeszcze potem kilka miesięcy sobie wmawiałem, że zimą najważniejsza wilgoć w jakiejkolwiek formie. Nie, zimą najważniejszy jest śnieg i mróz, a jak ma śniegu nie być, to niech będzie chociaż mróz, lub "przez zero" (jak np teraz). Oczywiście jak już musi być bordowo to niech leje ile wlezie i przy małych amplitudach