To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum wielotematyczne LUKEDIRT
Zdjęcia, pogoda i klimat, astronomia, sport, gry i wiele więcej! Serdecznie zapraszamy!

2019 rok - Mój 2019

Jacob - 23 Styczeń 2020, 20:42

Nie no okres 30.05-1.06.2014, to dzień do nocy w porównaniu z poprzednimi i kolejnymi 2 dniami ;-)
Aczkolwiek żaden do ciepłych nie należał
https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=2014-06-03&rodzaj=st&imgwid=353180250&dni=07&ord=asc

kmroz - 23 Styczeń 2020, 20:43

Kara boska za kult białych świąt w popkulturze :lol:

A tak na poważnie, to już ten trend okazał się być dłuższy niż tego kwietniowego "Teofila", chociaż jakby patrzeć długofalowo, to ostatnie pentady kwietniów z pojedynczymi wyjątkami były od 1993 roku niemal zawsze ciepłe/bardzo ciepłe. 2006-2015 rokrocznie, ostatnio 2018-19 oczywiście, a wcześniej niemal każdego roku w latach 90tych..... No i jeszcze 2000 i 2001 nie wolno zapominać :twisted: 2002 i 2003 trochę też, de facto zimne były one tylko w 2005, 2016 i 2017 roku :lol:

kmroz - 23 Styczeń 2020, 20:45

30.05 bardzo zimny jak na koniec maja, u mnie to wgl był lodowaty, akurat mam zdjęcia z tamtego dnia bo byliśmy ze znajomymi w jakimś kinie i aż przeraża ten widok w kurtkach pod koniec maja, trochę podobny absurd co 5 lat później w Novos Songos.
Jacob - 23 Styczeń 2020, 20:49

Uzmyslowiles mi, że 30 maja 2014, to trochę pochmurniejsza kopia 30 maja 2019, na NW piękny dzień, a im dalej na S i E tym znacznie, znacznie gorzej :/
https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=2014-05-30&rodzaj=pl&imgwid=353180250&dni=01&ord=desc

kmroz - 23 Styczeń 2020, 21:00

No u mnie typowo upierdliwy dzień, ciemno było, dopiero 3 godziny przed zachodem słońca zaczęło się przecierać i zanikł wiatr, co przyczyniło siędo spadku temperatury.
jorguś - 23 Styczeń 2020, 22:50

Jacob, 30 maja byłem w Opolu, jakieś 100 km ode mnie na zachód i pogoda tam była taka jak mówisz, pełna lampa i zimno jak na 2 dni przed latem, ale w pełnym słońcu przy kącie padania promieni słonecznych prawie 60 stopni odczuwało się duże ciepło i mimo 18 stopni chodziłem w krótkim rękawku. Jakoś po 15 wyjechalem z Opola. Kiedy dojechalem do domu około 17 i wyszedłem z auta w krótkim rękawku dostałem małego szoku- siąpił deszcz przy 12 stopniach. U mnie ten 30 maja to był kres pewnej epoki, od 31 maja anomalie przeszły na lekki plus a co działo się w czerwcu to było tu już poruszane wystarczająco dużo razy ;P
PiotrNS - 28 Styczeń 2020, 20:22

Po wielu pogodowych niepowodzeniach, powitałem czerwiec i lato z optymizmem, życzliwością i nadzieją...
Możnaby oczekiwać, że tak niezwykły, wyśrubowany miesiąc od samego początku przywita upałem i pełnym słońcem. Pozory często jednak lubią mylić, bo 1 czerwca o poranku niebo zasnute było chmurami, a słońce przebijało się nie bez trudu. Szczególnie ciepło też nie było, bo dopiero o 11-tej temperatura przekroczyła 20 stopni. Nic dziwnego, w końcu ostatnia noc była "zimna". Uznawanie temperatury minimalnej równej 8,5 stopnia 1 czerwca za wyjątkowo niską nie jest zbyt zasadne, ale teraz już wiem, że była to jedyna noc z TMin poniżej 10 stopni aż do 4 lipca. Po zakończonym maju jednocyfrowe temperatury już nużyły i zapowiedzi pogodowe na nadchodzący tydzień przyjmowałem z optymizmem. Wprawdzie w dalszych fusach widać było uderzenie upału po 9 czerwca, ale wtedy jeszcze się tym nie przejmowałem. To tylko fusy, może je odwołają.
Podobnie jak niskie temperatury, nużyły trochę częste deszcze (gdybym wiedział...). Z dezaprobatą przyjąłem to, co zdarzyło się o godzinie 16:00 kiedy kosiłem trawę. Na chwilę mocniej się zachmurzyło i lunęła prawdziwa ulewa. Znów wszystko spłynęło życiodajną wodą, a kałuże pozostałe po 30 maja jeszcze się rozszerzyły. Trudno uwierzyć że ten "małoletni" dzień, to też czerwiec 2019 ;) Po 17:00 rozpogodziło się, ale niebo nie wyklarowało się zupełnie. Słońce nieśmiało oświecało zroszoną przyrodę, a wieczorem położyła się mgła. Mgliście i nieco sennie rozpoczęła się także niedziela, 2 czerwca. Około południa znowu na chwilę się zachmurzyło, choć wszystko odbywało się już przy innej temperaturze, bowiem wartości na termometrach zbliżały się do 25 stopni. Pogodowej euforii w niedzielne popołudnie nie zapomnę jednak długo. W pewnym momencie niebo rozpogodziło się do idealnego, wprost doskonałego, niewidzianego od dawna błękitu. Na wielu drzewach obowiązywała jeszcze charakterystyczna dla maja, młoda zieleń, która zroszona wczorajszym ożywczym deszczem, sprawiała wrażenie żywej harmonii. Wielki to był dla mnie żal, że musiałem wracać do Krakowa, kiedy było tak cudnie, aż błogo. Zewsząd słychać bawiące się dzieci, widać mnóstwo spacerowiczów, temperatura wynosi przyjemne 25 stopni i dookoła jest tak ślicznie, zielono, pachnąco. Podobną euforię przeżyłem 3 sierpnia 2011 (Kmroz chyba też pamięta ten dzień), kiedy po lipcowych ulewach i nadejściu rozpogodzenia, wszystko wyglądało jak w maju, a przy tym było tak miło. Przyznaję, że tego dnia, popołudnia, bardzo irytowało mnie jęczenie pewnej osoby. Na pewno wielu mieszkańców Stambułu, Ankary czy Izmiru oddałoby wiele za taki klimat latem. A ja tak bardzo bym chciał zapomnieć o zbliżającej się sesji i zaliczeniach i oddać się tej pogodzie bez reszty. Niestety od 3 do 6 czerwca nie było mi dane podziwiać pięknego (na tym etapie) czerwca w swoim mieście, choć i w Krakowie ów tydzień zaliczał się do wspaniałych. Kontynuacją mojej euforii był 3 czerwca, kiedy po raz pierwszy na studiach poszedłem na poranne zajęcia w krótkim rękawku i okularach przeciwsłonecznych, bez parasola czy płaszcza przeciwdeszczowego. Dzień lampowy od świtu do zmierzchu i 26 stopni ciepła? Zawsze sobie cenię. Także 4 i 5 czerwca panowała piękna, wakacyjna pogoda. Nie było jak z niej korzystać w pełni, bo to newralgiczny okres, jednak pamiętam jak bardzo było żal. Przez znaczną część dnia panował prawdziwy lampion, jedynie wczesnym popołudniem nadchodziło niewielkie zachmurzenie, które pod wieczór znów odchodziło, otwierając wrota nieograniczonemu błękitowi. Jeszcze bardziej lampowo a przy tym w punkt przyjemnie pod względem termicznym było również w czwartek, kiedy pojechałem do domu podładować akumulatory przed czymś, czym straszono mnie jeszcze zanim wybrałem te studia ;) A trudno o lepsze warunki ku temu niż wtedy. Temperatury w Nowym Sączu codziennie zawierały się w przedziale 25-27 stopni (w zaokrągleniu), minimalne w obrębie 11-15 stopni (zazwyczaj pośrodku), świeciło mnóstwo słońca, przyroda kwitła, a z lazurowego nieba biła radość. W piątek 7 czerwca spędziłem czas na prostej, niewymagającej wysiłku kontemplacji pięknego otoczenia. Kwitły róże, piwonie, jaśminowiec i wiele innych kwiatów, latały trzmiele, śpiewały ptaki, a wieczorami młody Księżyc poprzedzał mnóstwo gwiazd widocznych dobrze mimo quasi-białych nocy. 8 czerwca było już trochę gorąco, bowiem temperatura dobijała do 29 stopni, a wieczorem zachmurzyło się, co powstrzymywało spadek temperatury. Na horyzoncie widać było odległe błyski. Mimo to sobota okazała się wyjątkowo fajna, szkoda tylko że latało dużo os. Przypomniała mi się końcówka kwietnia 2018, kiedy wieczorem w pokoju odkryłem zaplątanego szerszenia. Teraz przynajmniej sprawniej sobie z nimi radzę. Nie radziłem sobie niestety z prognozami pogody, które 8 czerwca pokazały już istny dramat - upał niemal do końca. Tak chciałem, żeby bliższy prawdzie był ECMWF, który (jak to często bywa) łagodził swoje wizje w porównaniu z GFS. Gorąco było jednak nieuniknione i nieodwołalne, stąd należało szczególnie doceniać to, co mamy teraz. Niedziela 9 czerwca była delikatnie chłodniejsza, a dzięki temu wręcz w punkt przyjemna. Ostatni raz. Ostatni raz przed zbyt długą przerwą błękit nieba nie kojarzył się z żarem. Za temperaturą maksymalną wynoszącą 25,5 stopnia długo będę tęsknić, i żałować że w tę niedzielę nie skorzystałem z niej w pełni lecz siedziałem nad książkami. Było to jednak konieczne, bowiem już 11 czerwca podchodziłem do pierwszych dwóch egzaminów. Pierwsza, wolna, piękna dekada czerwca dobiegała końca. Pierwszych dziewięć dni czerwca przyniosło 104 godziny usłonecznienia, multum przyjemnych temperatur maksymalnych, umiarkowane noce i ogólne ciepło oscylujące wokół progu lekkiego gorąca, 20 stopni. Czerwiec był wyjątkowo ciepły już na tym etapie...
10 czerwca obudziłem się dość wcześnie. Jakbym podświadomie wyczuwał, że warto jeszcze ten raz skorzystać z pogody. Między 8 a 9 rano pod błękitnym niebem notowano przyjazne 20 stopni, które choć przyrastało przy wiejącym wietrze, jeszcze dawało poczucie relaksu. Za kilka godzin miałem na osiem dni wyjechać z domu zmierzyć się z System Eliminacji Studentów Już Aktywny, stąd koło południa powystawiałem się jeszcze nawet trochę do słońca na leżaku. Starałem się myśleć pozytywnie, nie przejmować się na zapas tym co będzie jutro, pojutrze i dalej. Wziąłem sobie do serca korelację suszy z upałami i wierzyłem, że jak upały już się wyszumią, to w dalszej części miesiąca będzie już spokojnie. 8 czerwca znalazłem w ogrodzie pięciolistną koniczynę, może przyniesie mi szczęście (jednak przyniosła FKP, tak jak ten meteor 31 maja ;) ). W południe temperatura po raz pierwszy od 23 sierpnia 2018 przekroczyła 30 stopni, a ja - o dziwo - dobrze to znosiłem. Sucho, przejrzyście i zwyczajnie gorąco. W domu nie było jeszcze nagrzane, a ja czułem się dobrze. Na razie. Kiedy pod wieczór rodzice odwozili mnie na autobus, w radiu słyszałem ostrzeżenia przed upałami i wieści z Posnanii, gdzie lekcje w szkołach zostaną skrócone (wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z tego, co tam się odwala). Rodzice nie byliby sobą gdyby nie powiedzieli mi żebym na siebie uważał, no i w drogę! Wieczorem 10 czerwca z Krakowa widoczne były piękne, niewidoczne już z Sącza obłoki srebrzyste, które dodały mi wiele animuszu. Potrzebne to było, bo w moim tamtejszym lokum już robiło się nieciekawie termicznie. Wtorek 11 czerwca jeszcze to pogłębił. To był pierwszy dzień, kiedy temperatura średnia otworzyła piekiełko wartością +25. Temperatura przekroczyła 32 stopnie, co w nagrzanym mieście było jeszcze bardziej nieznośne. Idąc na egzamin, od początku marzyłem o tym, by znaleźć się już w klimatyzowanej sali. Wiele razy tam byłem. Kolejna zdawka czekała mnie już nazajutrz (12 czerwca), a kolejne 14-go, 16-go i 18-go. Niestety możliwości korzystnego ułożenia swojego grafiku były bardzo ograniczone na I roku, kiedy trzeba zaliczyć pełno "obligów" i jeszcze wielu "podstawek" żeby wyrobić punkty ECTS, a przy tym zrobić jak najwięcej w czerwcu, by nie tracić terminów. Po powrocie miałem już u siebie istny piekarnik, a tu na horyzoncie nowe wyzwania. I choćby chmurki na niebie. 12 czerwca rozpoczęła się dla mnie seria nieprzespanych nocy. Z jednej strony trzeba było się jeszcze doszkalać, a z drugiej - nie było jak zasnąć w takim ukropie. Któregoś razu ucięliśmy sobie nawet pogadankę na ten temat na meteomodelu z Jacobem o 2:30 w nocy xD Chyba to była noc z 12 na 13 czerwca. Podobnie jak wtedy, również następnej i jeszcze następnej nocy witałem brzask. Udawało mi się zasnąć dopiero tak o 4-5 rano, a tuż po 6-tej budzili mnie robotnicy przebudowujący ulicę przy której mieszkam i palące słońce. Chyba nigdy rano nie wstawałem tak zdemotywowany. Niewyspany, wymęczony nauką i egzaminami, a do tego ugotowany. Chłodne prysznice i truskawki z lodówki były dobrodziejstwem, ale nie wystarczały na wiele, jak w środku ma się ponad 30 stopni. W moim domu w Nowym Sączu miałbym podobnie, bo mój pokój jest wystawiony na południowy-zachód, tyle że tam jest się gdzie schronić, jest ogród z mnóstwem zieleni i można nawet awaryjnie pójść spać na łóżko na balkonie po drugiej stronie domu ;) Pochłonięty zajęciami niemal nigdzie nie wychodziłem, tak że prawie traciłem rachubę w porach dnia. Mój zegar nakręcały kolejne odsłony prognoz pogody, w których z nadzieją wypatrywałem ochłodzenia. Miałem nadzieję że wkrótce choć parę dni przypomni mi czerwiec sprzed 10 lat, na którego wspominanie mnie wtedy wzięło. Przydałby się (w sumie to nadal tak uważam). Ciężko mi się wtedy pracowało, mnóstwo stresu wiązało się z tym wszystkim. Niepewność czy przetrwam trudy egzaminów i utrzymam się na studiach, gdzie pierwsza sesja letnia jest dla wielu wyrokiem, piekielna pogoda i niemal zupełny brak snu wykańczały. 13 czerwca, kiedy musiałem podejść dość daleko na nogach po zaliczenie z wf-u, myślałem że normalnie padnę. Wszystkie dni grubo przekraczały 30 stopni, choć temperaturze na ogół bliżej niż do 30 było do 35. Wszystkie noce okazały się tropikalne, a średnia dobowa tylko 14 czerwca nie osiągnęła 25 stopni, po to by w sobotę 15-go wystrzelić do 26. W niedzielę czekał mnie najtrudniejszy egzamin, którego najbardziej się obawiałem, bo jego zagadnienia w ogóle mi nie odpowiadały. Dowiedziałem się, że w mojej dawnej szkole w mijającym tygodniu dla każdego ufundowano lody. Zazdroszczę ;) Sam nigdy nie doświadczyłem w szkole niczego podobnego, ale trudno się temu dziwić. Takiej fali upałów w czerwcu nie było. Może i 200 lat. Chciałem, żeby przed jutrzejszymi wyzwaniami organizatorzy też postawili nam lody. Przynajmniej na osłodę, bo chyba nie zdam. 34-stopniowy upał za dnia i częściowo pochmurna noc, dzięki której jeszcze o 1 w nocy były u mnie 23 stopnie, nie pomagały. A o 2-giej jeszcze rozbawieni turyści urządzili sobie żywą dyskusję przy pobliskim klubie ;) W niedzielę potwornie było od samego rana. Próbowałem wycisnąć z siebie jak najwięcej skupienia i energii, ale poza tym że zawaliłem wszystko notatkami i rozwiązanymi zadaniami, nie przynosiło to zamierzonego efektu. Czułem że przeholowałem. Idąc na egzamin na 14-tą słońce grzało niemiłosiernie, a kiedy trzy godziny później wychodziłem (mój humor nie miał się z czego pogorszyć ;) )... z niekrytym zdziwieniem odkryłem że... pada! Na Messengerze wyświetliła mi się wiadomość, że w Nowym Sączu jest burza. Pozazdrościć. Ale cieszę się czyimś szczęściem, zwłaszcza że podglądanie burz (zwłaszcza tej z 13 czerwca) było w ostatnich dniach moją główną rozrywką :D Czy burza jest, czy nie, mimo dużego zmęczenia mogłem odczuć radość. Skończyła się najgorsza fala upałów w moim życiu. Nie porównuję jej nawet do sierpnia 2015, kiedy mimo wszystko dzień jest krótszy, a i noce były bardziej znośne. Lipce 2012 i 2014 to przy tym istne złotka, bo każdy upał bywał tam szybko przełamywany przez burze. A sierpień 2018? To już w ogóle bajeczka przy tym. Tylko lipiec 2007 był podobnie złośliwy jeśli chodzi o fale upałów, które pamiętam. W kategoriach niemałej ciekawostki i zaskoczenia traktowałem fakt, że wynoszący 34,2 stopnia nowosądecki rekord absolutny czerwca z 2013 roku nie został pobity, choć dwa razy było naprawdę bardzo blisko (15 czerwca zabrakło 0,1 stopnia).
Gdybym był w Nowym Sączu, to 17 czerwca byłby dla mnie dniem euforii. Tego dnia trochę padało, a temperatura wynosiła około 20 stopni. Cieszyłem się na myśl, że jutro przyjadę już do wychłodzonego domu i odeśpię za wszystkie czasy. 17 czerwca także w Krakowie był jednak bardzo fajnym dniem. Przez jego znaczną część było dosyć pochmurno, ale wieczorem rozpogodziło się, a przyjazna temperatura sprawiła, że wyszedłem ze swojej nory na dłuższy spacer, odetchnąć pełną parą tak po upałach, jak i po najgorszej części sesji :D W prognozach na najbliższy tydzień nie było widać żadnych "30-tek". Szczęście było blisko, ale wszystko zepsuły wieczorne prognozy, w których pojawiło się to, czego doświadczyliśmy 26 czerwca :/ Dni 18-24 czerwca to dla mnie takie byle co - parno, pełno bezproduktywnego zachmurzenia z niewielkimi opadami, wiele badziewnych konwekcji i wciąż bardzo ciepło. Nadal lepiej niż było, ale te dni mnie wyraźnie zawiodły. Oprócz nieczynienia zła trzeba czynić dobro. A tego wtedy zabrakło. Widoczne były już pierwsze symptomy suszy, a burze łatwo się dezintegrowały. Opadów w tej całej parności zdarzało się niewiele, a jedynym wyróżniającym się był dzień Bożego Ciała 20 czerwca, kiedy z takiego szybko wypiętrzonego cumulonimbusa, około 16-tej spadło 10,6mm deszczu. A ja stałem przy oknie i podziwiałem ten widok. Ulewa. W maju miałem tego dość, a wtedy było to dla mnie jak nagroda. Spoglądając na zewnątrz, trudno było wtedy uwierzyć w to, jak nieprawdopodobny miesiąc właśnie trwa. Przeanalizowałem dane umieszczone na meteomodelu i widziałem, że jest jeszcze cień nadziei na uniknięcie rekordu, niech tylko po 26 czerwca już na dobre, naprawdę się ochłodzi. A rekord ogólnopolski jeśli musi padać, to niech będzie to subtelna zmiana warty, a nie podeptanie tak wybitnego w swej anomalii mistrza z 1811... Wiedziałem że 25 czerwca przywali silne ciepło. Noc oddzielająca pochmurny dzień św. Jana od tej daty, była naprawdę znośna, ale nieprzespana z innego powodu. Wtedy dowiedziałem się, że moja słaba dyspozycja na ten nielubiany egzamin 16 czerwca nie był złudzeniem, wleciały oceny. Czyli kampania wrześniowa... Sam 25 czerwca nie był jeszcze aż tak zły, bo czym jest suche 31 stopni wobec 33-34... Dla mnie są dwa rodzaje upału - znośny i nieznośny. Ten jeszcze załapał się do pierwszej kategorii. Opcjonalnie mogę wyróżnić jeszcze jedną kategorię - upał dosyć przyjemny - ale ten osiągalny jest tylko przy niższym słońcu i krótkim dniu, np. 28 sierpnia 2016, a nawet 4 sierpnia 2018. To co stało się dnia następnego, nadawało się jednak już tylko do kategorii "horror". Prognozy dla zachodniej Polski i wynurzenia ventusky mówiące o blisko 40 stopniach, przerażały. U mnie temperatura tego okropnego dnia ponownie otarła się o rekord, sięgając 33,9 stopnia. Już wiedziałem, że pomimo I dekady, nie cierpię tego czerwca. Oby już się skończył. 26 czerwca siedziałem w zaciemnionym pokoju i pisałem podsumowanie czerwca 2001 :D zerkając co jakiś czas na temperatury w Polsce. Nie wierzyłem w to 38. Taka przykra okazała się wtedy rzeczywistość. Szczęście w nieszczęściu że nie mieszkam w Posnanii, gdzie spiekota trwała już prawie od miesiąca. Któż będzie pamiętał o maju 2019? A kto już o nim zapomniał... Ja z czasem może zapomnę o paru szczegółach, ale na zawsze zapamiętam te nieprawdopodobne skrajności, takie o których nie wiedziałem że są możliwe. Porzuciłem już wszelkie nadzieje na temat tego miesiąca, a kiedy na dobicie dotarło do mnie, że kochany czerwiec ma jeszcze zamiar "hucznie" pożegnać się swojego ostatniego dnia, nawet przestałem już spędzać anomalię na meteomodelu. W tym czasie przez głowę zaczęła przechodzić mi myśl o tym, że 2019 rok będzie kolejnym rekordowo ciepłym. Wyobrażałem sobie też pogodę za pół roku, w Święta Bożego Narodzenia. Za to co teraz się dzieje, muszą być zimowe! xD
Niestety zanim czerwiec się zakończył, miał jeszcze jedną gorzką niespodziankę. Wieczorem 26 czerwca, kiedy robiło się już ciemno, wyszedłem na zewnątrz. Z traw na żer wyruszył mieszkający w pobliżu jeżyk, goniły guniaki czerwczyki, a szerszeń wracał do kryjówki w jałowcu. A ja czułem, że coś tu nie pasuje. Jest gorąco, prawda. Były 34 stopnie, więc naturalną rzeczą jest, że wieczór nadal smaży. Nie podobało mi się coś innego. Wcale nie robiło się chłodniej. Niebo miało dziwny kolor, trochę taki jak w Rzymie w czerwcu po 38-stopniowym upale. Taki fiolet przechodzący w róż. Astronomiczny szósty zmysł rozpoznał, że w górze unosi się wiele pyłów i o dobrej widoczności gwiazd można zapomnieć. Wróciłem do domu. Dzięki temu, że szczelnie zasłoniłem okna na cały dzień, w pokoju nie miałem przesadniej spiekoty, jednak mimo to było mi trudno zasnąć. Od dwóch dni nie sprawdzałem prognoz, więc niczego nie podejrzewałem. Otworzyłem okno i od razu poczułem, jak wpuszczam do środka gorąco. Balkon był ciepły jak w środku gorącego lata. Wszedłem w ogimet sprawdzić temperaturę i zdębiałem :o 24 stopnie o północy i 24 o 1-szej. W ogóle nie spada... Nie wiem jakim cudem zasnąłem. W każdym razem obudziłem się w jeszcze gorszym stanie, aż chyba lepiej gdybym się w ogóle nie położył. Zastygłem w bezruchu nad smartfonem, kiedy zobaczyłem co odwaliła ostatnia noc. Minimalnie 22,8. Sierpień 2015, lipiec 2006, lipiec 2014... w żadnym z tych miesięcy nie zdarzyła się choćby jedna noc z minimalną wartością od 20 wzwyż. Tutaj mamy niewiele mniej niż 23. Okropny rekord. Czerwiec ostatecznie mi zbrzydł, kiedy od rana ciepło ponownie śrubowało w górę i kiedy o 8 rano notowano już 27 stopni, przeprosiłem się nawet z lipcem 1980. Najgorszy czerwiec... A tu trzeba działać i wracać do obowiązków. 27 czerwca po południu czekał mnie bowiem ostatni egzamin, i to prawdopodobnie najważniejszy. Byłem dobrze przygotowany, ale perspektywa spędzenia trzech godzin nad papierem kancelaryjnym podczas gdy jestem takim cieniem samego siebie, martwiła. Cud że sobie poradziłem. Wieczorem nadszedł front i w końcu zrobiło się bardzo miło, wręcz rześko. Choć jest też prawdą, że po tej nocy i poranku za wiele mi to nie pomogło, "odżyłem" dopiero nocą, jak przy otwartych na oścież oknach, moje lokum nareszcie zaczęło się chłodzić. 28 czerwca przebywałem jeszcze w Krakowie, gdzie po przejściu frontu były już maksymalnie tylko 23 stopnie. Tyle co poprzedniego dnia minimalnie... Wieczorem wróciłem do Nowego Sącza, gdzie około 21-ej notowano 18 stopni. Dla mnie była to rozkosz. Czerwiec 2019 to jedyny miesiąc, w którym ani przez chwilę nie miałem na sobie nic z długim rękawem, stąd usłyszałem nawet pytanie czy nie jest mi zimno :D Nie, jest idealnie :D Podobnie jak idealnie było dnia następnego. 29 czerwca uważam za swój ulubiony dzień tego miesiąca, nie tylko z powodu imienin. Zwyczajnie 26 stopni przy pełnej lampce przecinanej tylko smugami kondensacyjnymi, zawsze jest dla mnie cenne, zwłaszcza wtedy. Równie cenne były zapowiedzi ochłodzenia na początku lipca :) Szkoda, że aby na nie zasłużyć, należało pokonać jeszcze jeden niełatwy etap - 30 czerwca. Ten dzień miał tę przewagę nad konkurencją wśród upałów, że przyszedł po umiarkowanej nocy. Minimalnie zanotowano wtedy "tylko" 12,6 stopnia, co stanowi jedynie trochę ponad połowę tego, co wystrzeli w najcieplejszym momencie dnia. W tę niedzielę poszedłem na przedpołudniowy spacer, około 17-tej pojechałem na basen, zaś wieczorem rozłożyłem teleskop. I słowo daję, nie wiem kiedy wcześniej zdarzyło się coś podobnego jak tego wychwalanego przez Alewisa dnia. 34 stopnie przy nieskalanym niebie, bez choćby jednej chmurki, kalafiorka. Niesamowita suszarka i słońce dające tak, że przede wszystkim było niesamowicie... jasno. Paradoksalnie ten węgierski dzień (bo w Polsce takiego nie doświadczyłem) był lepszy od innych upalnych epizodów czerwca. Suchość i gorąco w swojej niezwykłości były zwyczajnie... ciekawe. Aż naszła mnie ochota wyjść na pole, po prostu po to, by to poczuć. Mając w uszach usłyszaną po raz pierwszy piosenkę "Senorita", monitorowałem sytuację w Polsce, współczując Jacobowi, u którego upał piął się na wyżyny. A i u mnie nie dał za wygraną. Pochodzący z 21 czerwca 2013 roku rekord absolutny pierwszego miesiąca lata, wynoszący 34,2 stopnia, obronił się dwa razy. Do trzech razy sztuka. 30 czerwca 2019 roku temperatura osiągnęła 34,4. Zapadał gorący, pogodny i przejrzysty wieczór. Oczy odpoczywały od wszechobecnej za dnia jasności. Nadszedł czas na podsumowania.
Czerwiec 2019 pobił rekord 1964 roku drastycznie, o 2,1 stopnia. Nie było to najsilniejsze przebicie rekordu w historii, bowiem kwiecień 2018 rozpędził się o 2,2. To wystarczyło jednak do stania się najgorętszym miesiącem w historii, o średniej temperaturze 21,5 stopnia. O 0,1 mniej miał sierpień 1992, który za sprawą tego, że twardo obronił rekord najwyższej średniej temperatury maksymalnej, możemy pozostawić ex aequo na najwyższym stopniu podium. Niezapomniany sierpień 2015 miał średnią 21,1, zaś rekordowo ciepły lipiec, "tylko" (no, przy czerwcu 2019 to wygląda nędznie) 20,9. Czerwiec 2019 odznaczały rekordowo ciepłe noce, na czele z tą afrykańską 26/27 czerwca. Tylko raz, 1 czerwca, temperatura spadła poniżej 10 stopni, zaś średnia wyniosła aż 15,4. Do tej pory miesiącem z najcieplejszymi nocami był lipiec 2010 z wynikiem 15,1. Nie będę sobą jeśli nie wspomnę, że lipiec 2006 to tylko 13,6, mniej niż w czterech na pięć ostatnich sierpniów. Temperatura maksymalna wynosiła w czerwcu 2019 średnio 28,0 stopnia. No, pod tym względem rekordu absolutnego nie ma. Gorętsze były dni lipców 1994 i 2006, a także sierpniów 1992 (rekord, średnia 30 stopni) i 2015. Trochę zasmucił nowy rekord usłonecznienia, bowiem odebrał ten tytuł znacznie przyjemniejszemu czerwcowi 2016. Szczerze to jeszcze około 20-21 czerwca myślałem, że tego rekordu da się uniknąć. Teraz jednak to on obowiązuje. Więcej niż 310,4 godziny ze słońcem miał tylko lipiec 2006 i kilka miesięcy ruchomych jak 19 kwietnia-18 maja 2000. W czerwcu 2019 nie było ani jednego "nieletniego" dnia, co jest ewenementem na tle innych czerwców. To również jeden z zaledwie kilku miesięcy, w których codziennie notowano maksymalnie ponad 20 stopni (obok lipca i sierpnia 1992, lipca 1994, lipca 1999 i sierpnia 2015). Czerwiec 2019 był istnym pogromcą rekordu ilości dni gorących, takich z temperaturą średnią powyżej 20 stopni. Zapomniany, rzucony w kąt czerwiec 1964 roku miał ich 17. 55 lat później zdarzyło się ich... 22. Nie było miesiąca, w którym podobnych dni było więcej. Tyle samo notowano w sierpniu 1992 i lipcu 2006. Te trzy miesiące to królowie. Temperatury, usłonecznienia, ale także - niestety - niedoboru opadów. 29 mm to nie rekord, mniej napadało w czerwcu 1964, 2008 i 2015. Tyle że nigdy przy takim parowaniu. Prawdziwy step przyniesie jednak dopiero nadchodzący lipiec. Lipiec, który powitałem z ulgą, mimo nieznośnej nocy. Czerwiec nareszcie się skończył. Dał zbyt wiele i był bardzo zły, choć cenię sobie najlepszą w historii pierwszą dekadę tego miesiąca. To co stało się później, dosłownie jednak przerażało, a rekord okazał się w skali kraju najbardziej agresywny. W chwili jego przybicia, miałem tylko ochotę coś mu zaśpiewać.
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
cdn

FKP - 28 Styczeń 2020, 20:31

Przypominałeś mi te cudne czerwcowe, ciepłe noce i nisko świecący księżyc w pełni :-D Ten miesiąc był nie z tej ziemi :-D
kmroz - 28 Styczeń 2020, 22:15

Ja podsumowanie kwietnia sobie jednak daruje, tak samo pierwszej połowy maja - bo co mam pisać? STEP, STEP, STEP... takie kroczki :lol: :lol:

Podsumowanie tych ciekawszych drugiej połowy maja i drugiej połowy czerwca są dostępne w dziale 2019 rok



A co do czerwca 2019, to ja go będę i tak zaciekle bronić, bo naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić lepszy miesiąc u mnie przy takiej średniej temperaturze.... Niemniej, nie ukrywam, nie była to łatwa sesja.

PiotrNS - 28 Styczeń 2020, 22:26

Jak dla mnie przy takiej średniej temperaturze dobry miesiąc jest chyba nieosiągalny 😅 Niemniej jednak zawsze będę sobie cenić pierwszą dekadę i kilka późniejszych dni, przede wszystkim 29 czerwca. Stracona była tylko trochę ponad połowa miesiąca, więc mogło być gorzej, tylko szkoda że te złe okresy przypiekły aż tak bardzo.
Przy ocenie tego miesiąca trochę nie zgadzamy, ale każdy na tym forum ma taki miesiąc, którego broni choć inni go nie lubią, normalna rzecz :D Fajnie natomiast, że każdy potrafi wykrzesać z tego czerwca coś pozytywnego w mniejszej lub większej ilości.
Podsumowania tych II połów czytałem i przyznaję że tak jak ciekawie było poczuć żar 30 czerwca w zwykłych, ogrodowych warunkach, tak prawie nie wyobrażam sobie chodzić wtedy po górach ;)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group