To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum wielotematyczne LUKEDIRT
Zdjęcia, pogoda i klimat, astronomia, sport, gry i wiele więcej! Serdecznie zapraszamy!

Ogólnie o pogodzie i klimacie - 1 maja w czasach PRL-u

kmroz - 7 Maj 2020, 00:22

Bartek617 napisał/a:
Matuśku, Ty to masz szczęście do bezpośredniej styczności z takimi zjawiskami atmosferycznymi. Naprawdę podziwiam Cię za tą odporność na takie warunki i że jesteś w stanie dostrzec jakieś pozytywy. Znaczy, kiedyś też biegłem podczas ulewy/nawałnicy (ostatnio chyba 9 maja 2018). Wtedy kompletnie miałem paskudny okres w życiu (I rok studiów, nowi znajomi, poważniejszy krok w dorosłość, wyjście spod klosza i względnie samodzielne zarządzanie swoim życiem), bo robiłem wszystko, by za wszelką cenę być samotny. Byłem w stanie nawet "wagarować", byle nie spotykać znajomych (tak, wtedy, kiedy trwał taki piękny czas w pogodzie i kiedy nawet niektóre dziewczyny podczas gorących dni zaczęły się ubierać, jak na plażę- japonki, sukienka mini i jakaś koszulka T-Shirt: nawet wtedy będąc takim "upadłym nerdem" (czy kimś podobnym- kiedyś byłem dobrym, może nawet bardzo dobrym uczniem, ale przez lenistwo i nieregularną naukę (o pracach domowych zawsze pamiętałem i teraz też pamiętam) moje stopnie poleciały w dół) patrzyłem nieśmiało na taką niewiastę (głównie na buzię rzecz jasna) i mi się bardzo podobała- pod tym kątem się nie zmieniłem). Akurat nie pamiętam, czy tamtego dnia uczestniczyłem w przedpołudniowych zajęciach czy nie (proszę, nie bierz mnie za jakiegoś anarchistę czy buntownika, opuszczałem każde zajęcia średnio góra 2-3 razy w semestrze, tak to normalnie chodziłem, na I roku miałem ich więcej), ale przypominam sobie jak szedłem na Błonia (do Parku Jordana chodziło dużo ludzi), bo chciałem w ciszy i spokoju zebrać myśli i pomarzyć o czymś przyjemnym. No i tak siedziałem sobie na trawniku, potem wręcz... leżałem i zasnąłem (trochę się czułem jak główny bohater "Dnia świra", tyle że nie znajdowałem się na plaży, a na wyludnionej strefie ruchliwego miasta- czyli coś analogicznego do oka cyklonu- naokoło harmider, a w tym miejscu wprost przeciwnie). Po jakimś czasie obudziłem się, to zobaczyłem, że jakieś chmury pojawiły się na niebie. Myślałem sobie, że to zwykłe zachmurzenie i już byłem zajęty tworzeniem w głowie jakiegoś miłosnego wierszyka na siedząco (amatorka). No i podczas mojej kontemplacji nagle jak nie pizgnęło piorunkiem w oddali (gdzieś tam za Kopcem Kościuszki) i nie zaczęło lać, tak gwałtownie poderwałem się i zacząłem spierniczać do budynku UJ przy alejach Mickiewicza. Jak zwykle w takich nieprzyjemnych i nerwowych okolicznościach biłem nieoficjalnie rekordy i wyprzedzałem nawet inne biegnące osoby (jednak to w sumie jest niedaleko, więc to sztuka żadna, a w końcu zajęcia sportowe też miałem na I roku) , ale ledwo dotarłem do przejścia dla pieszych, to już zmokłem do suchej nitki. Miałem iść jeszcze na wieczorny wykład, ale wtedy jak wspomniałem wcześniej odczuwałem skrajną fobię społeczną i pewnie nie poszedłbym nie tylko ze względu na opłakany wygląd, ale też z powodu mojego melancholijno-depresyjnego nastawienia (teraz jestem już znacznie bardziej ogarnięty, ale z kolei zrobiłem się pasywny, flegmatyczny i nadal jestem wycofany i nie wierzący w siebie). Nie poszedłem na wykład, ale za to do łazienki dla osób niepełnosprawnych, bo do nich nie ma praktycznie w ogóle kolejek. Na miejscu musiałem się zabezpieczyć (by nikt nie wszedł), a potem zdjąłem spodnie i koszulę i zacząłem je suszyć (no bo byłem taki mokry, że aż obawiałem się, jak moi Rodzice zareagują, gdy mnie zobaczą po powrocie do domu). Na szczęście po niecałej godzinie intensywnej pracy nad swoim wizerunkiem, ubrania uległy chociaż częściowemu wysuszeniu i nie musiałem już się tak martwić tym, co Rodzice powiedzą i z większą ulgą wróciłem do miejsca zamieszkania. Także nawet w tym popapranym zdarzeniu i fragmencie życia znalazło się miejsce na względnie szczęśliwe zakończenie. M. in. to zdarzenie sprawiło, że zacząłem uważniej śledzić prognozy burzowe.

O kurde, serio super historyjka, naprawdę aż się wczułem. Super opowiadasz, bardzo mi się podobają (chociaż trochę też smucą/niepokoją) te Twoje wstawki (a z drugiej strony, przynajmniej częściowo też się z nimi utożsamiam)

Bartek617 - 7 Maj 2020, 10:46

Dzięki Krzysiu, Twoja opinia wiele dla mnie znaczy. ;-) Mi się jednak wydaje, że tak patrząc z boku to przeciętna i chaotyczna historyjka autorstwa ziomka, który zażył co nieco tego (marihuana) i owego (kokaina)- bo pewnie z tego tworu zrobił się typowy wpis do pamiętnika, a w końcu takich prywatnych i osobistych wyznań nie warto udostępniać. ;-) Pewnie lepsze opowiadania tworzycie. ;-) Jak patrzyłem na zakładkę z dzieciństwem określonych miesięcy czy lat w Polsce (coś podobnego), to byłem pod niemałym wrażeniem. ;-) Takiej wyobraźni i takiego twórczego umysłu to ja nie posiadam. :-( To ma być oczywiście komplement dla Was (m. in. dla Ciebie, Jacoba, FKP, Piotra, jorgusia(?)). ;-)
jorguś - 7 Maj 2020, 11:16

Cytat:
Mi się jednak wydaje, że tak patrząc z boku to przeciętna i chaotyczna historyjka autorstwa ziomka, który zażył co nieco tego (marihuana) i owego (kokaina)- bo pewnie z tego tworu zrobił się typowy wpis do pamiętnika, a w końcu takich prywatnych i osobistych wyznań nie warto udostępniać. ;-)


Niczym się nie przejmuj, to forum pozwala na trochę luzu, zresztą sam widzisz, że wszyscy tutaj też robimy takie pierdoły jak ocenianie wieku roku czy prognozowanie anomalii miesięcy za x lat :D A opisy czyta się na prawdę super, sam też miewałem w swoim życiu różne lęki społeczne. Teraz z tego wyszedłem, co nie znaczy że życie jest usłane różami, bo też różnie to bywa, zresztą zawsze się dąży do tego, żeby mieć więcej i więcej, nawet jeżeli wszyscy wokół mówią że Ci zazdroszczą tego i owego, docenia się to zazwyczaj jak się to traci :/

kmroz - 7 Maj 2020, 12:14

Ja właśnie lubię pamiętniki czytać (w sensie także ten typ utworu literackiego), więc pewnie dlatego mi się podobało. Lubię naturalizm i realizm.
zgryźliwy tetryk - 7 Maj 2020, 13:00

Jeszcze jedno, à propos lokalnych ulew, przypomniała mi się przygoda z roku 2007 gdy jechaliśmy do Jastarni na Helu. Gdy z obwodnicy Trójmiasta skręciliśmy w Gdyni na prowadzącą w stronę Redy ul. Morską, nagle zaczęło okropnie lać. Tak bardzo,ze samochody w żółwim tempie jechały jeden za drugim. W Redzie skręciliśmy na Władysławowo, lalo tak samo. We Władysławowie skręciliśmy na Hel. Gdy dojechaliśmy do Kuźnicy ulewa nagle ustala i dalej było już sucho. Tylko patrząc w prawą stronę na Zatokę Pucką widać było wyraźną granicę chmury i ulewy. W Jastarni i dalej nie spadła ani jedna kropla. Jak na ironię gdy zaczynała się ta ulewa w radio nadawali tę piosenkę:

Bo nomen omen ta droga na HEL kubek w kubek przypomniała tę z piosenki. ;-)

kmroz - 7 Maj 2020, 13:02

Lokalna ulewa to nic dziwnego - ba, dziwne zaczyna być dopiero jeśli nie jest lokalna. Rzadko mamy ulewny deszcz na większym obszarze jednocześnie...
PiotrNS - 7 Maj 2020, 13:12

Bartek, piękna opowiastka, choć momentami trochę smutna :( Też miewałem takie różne obawy dotyczące innych i czasami zrobienie pierwszego kroku było dla mnie trudne, choć kiedy relacja już się rozpoczęła, to jej kontynuowanie szło mi całkiem nieźle. Co ciekawe, w relacjach z płcią przeciwną zawsze bardziej stresowało mnie (w sumie nadal to mam ;)) napisanie do dziewczyny niż zagadanie do niej. Przy pisaniu nie widzisz jak ona zareaguje i stresujesz się jak nie odpisuje od razu, a w naturalnym kontakcie sprawa jest jasna, tak to zawsze pojmowałem.

A ile razy ja zmokłem do suchej nitki? Oj, nie zliczę :D Same wakacje 2017 to dwa takie przypadki podczas wyjazdów rowerowych, w lipcu 2014 raz przemokłem jak rodzice wysłali mnie do Babci na rowerze (chciałem przeczekać, ale uznali że zdążę i najlepiej jak wyjadę od razu - od tego czasu mam w domu monopol na prognozowanie pogody i burz :mrgreen: ), a najbardziej epickie było moje zmoknięcie podczas oberwania chmury w Wenecji 11 czerwca 2016. Jak lunęło, to nie miałem gdzie się schować, bo pod każdym daszkiem i we wszystkich sklepach w okamgnieniu ukrył się tłum turystów, a ja nie miałem parasola. Deszczyk był ciepły, więc uznałem że trudno, niech będzie :D Później w godzinkę wysuszyłem się na tramwaju wodnym jak wyjrzało Słońce :) Coś nie mam szczęścia do tego miasta. Byłem tam dwa razy i raz spotkał mnie śnieg, a za drugim razem ulewa ;)





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group