Forum wielotematyczne LUKEDIRT Zdjęcia, pogoda i klimat, astronomia, sport, gry i wiele więcej! Serdecznie zapraszamy!
Ogólnie o pogodzie i klimacie - Podróż dzisiejszego dnia po latach
kmroz - 24 Listopad 2020, 14:53 FKP, racja, chodziło mi, że zachorowałem na chorobę autoimmunologiczną, dokładniej purpura Schönleina-Henocha, inaczej zapalenie naczyń. To nie lada co, po w maju 2017, czyli po niemal 10 latach, gdy chciałem się zarejestrowac w banku szpiku, powiedzieli mi, że przez te chorobę nie mogę :nie:FKP - 24 Listopad 2020, 15:14 kmroz, Z jakiej racji tak nagle na to zachorowałeś :?: xdPiotrNS - 24 Listopad 2020, 16:22 To moje wigilie klasowe :) To zawsze był jeden z moich ulubionych dni w roku, w których we wszystkich budziły się ciepłe uczucia, poczucie wspólnoty i świadomość tego, że rozpoczyna się najbardziej ukochany przeze mnie czas roku.
22.12.2004 (brak pewności co do daty, to pierwszy rok zerówki) - jedyny w tym miesiącu dzień z całodobowym mrozem. Świeciło Słońce, a na ziemi leżały 2 centymetry śniegu.
22.12.2005 - przecudna, bajkowa zima ze śniegiem prószącym przy całodobowym mrozie i 15-centymetrowej pokrywie. Brak Słońca wtedy nie przeszkadzał, szkoda tylko że nawet wtedy ociepliło się w najbardziej nieodpowiednim momencie.
22.12.2006 - bezproduktywna nuda, z niewielkimi przebłyskami Słońca, bez żadnego opadu. Tylko 4 stopnie, ale przynajmniej z małą amplitudą, bez przymrozku.
21.12.2007 - piękna wigilia klasowa, białomagiczna i bardzo przyjemna, rozśpiewana. Nasza pani wychowawczyni uczyła muzyki, toteż byliśmy wyjątkowo muzykalną klasą, wygrywaliśmy nawet konkursy. Tego dnia był lekki całodobowy mróz, a po zakończeniu spotkania rozpogodziło się, choć było mgliście. Wtedy po raz pierwszy wystawiliśmy klasowe jasełka. Pokrywa śnieżna była gruba na 5 cm.
19.12.2008 - tego dnia padał deszcz ze śniegiem przechodzący w śnieg, toteż przy maksymalnie 1 stopniu tworzyła się pokrywa.
22.12.2009 - najgorsza wigilia klasowa, na której zabrakło połowy klasy dręczonej przez ospę, zaś rano przed wyjściem zauważyłem, że problem dotyczy też mnie, choć długo się trzymałem. Rano panował solidny, 11-stopniowy mróz, ale jeszcze przed południem odbił w temperaturę na plusie. Świeciło Słońce, a na ziemi zalegało 13 cm śniegu, z którego niestety nie było jak się cieszyć. Święta w łóżku, Wigilia w szlafroku, bez odwiedzin u rodziny. Dopiero na Sylwestra wyszedłem z domu na fajerwerki.
22.12.2010 - z tego dnia pamiętam utyskiwanie na to, że jest taka piękna zima, a znowu (taa, znowu, ciekawe co byśmy powiedzieli po kolejnych kilku latach) tak jak w tamtym roku ma się ocieplił akurat na Święta. Deszcz był pochmurny, a przy 5 stopniach na plusie kropił deszcz, niszcząc starannie uzbierane 13 centymetrów białej magii.
22.12.2011 - cudna pogodowo i bardzo przyjemna towarzysko Wigilia. Wszyscy byliśmy bardzo serdeczni, bo to ostatnie nasze spotkanie świąteczne w tym gronie. Temperatura wynosiła maksymalnie 0 stopni, prószył śnieżek i dwucentymetrowa warstwa bielusiej magii dodawała niezwykłego nastroju.
21.12.2012 - koniec świata. Temperatury jak w Posnanii 26 czerwca 2019, ale dodatkowo z nawałnicą i lekkim wietrzykiem o prędkości 201,8 km/h. Pod koniec się zachmurzyło, ochłodziło i ostatecznie wyszło z tego -6,6 stopnia przy małej amplitudzie i skromna pokrywa śnieżna o grubości 4 cm. A potem pasterze... Podczas tej wigilii klasowej odbywał się międzyklasowy konkurs kolęd i pastorałek, o którym nie wiedzieliśmy i z marnym skutkiem zaskoczeni improwizowaliśmy "Last Christmas" :lol:
20.12.2013 - paskudny suchy mróz z okresowymi przejaśnieniami i maksymalnie 2 stopniami ponad zero. O poranku przed nadejściem zachmurzenia temperatura wynosiła -6 stopni. Jakoś specjalnie nie pamiętam tej wigilii.
19.12.2014 - początek mojej ponadmiesięcznej nieobecności w szkole, to fajna wigilia, także ostatnia z klasą, choć ta klasa akurat zbytnio nie zdobyła mojej sympatii. Doroczny konkurs tym razem wygraliśmy ;) To był bardzo ciepły dzień z aż 13 stopniami i brakiem przymrozku - początkowo pochmurny, ale po powrocie do domu się rozpogodziło.
22.12.2015 - dzionek ciepły i umiarkowanie słoneczny. Ubrałem sobie lekką, przejściową kurtkę, bo nawet rano obeszło się bez mrozu. W porze powrotu do domu przyświeciło tak przyjemnie, że czułem się jakby to była wiosna. Nawet muchy się obudziły ;) Maksymalnie było 11 stopni. Podczas Wigilii byłem klasowym DJ-em od puszczania świątecznych przebojów przez głośnik :D
22.12.2016 - Wigilia klasowa kojarząca mi się z bananowym chlebem i ankietą "jakie chcecie pierogi", w której jako jedyny z klasy nie zagłosowałem na ruskie tylko z kapustą i grzybami xD Później nawet zmieniłem swój głos, żeby nie wzbudzać sensacji :lol: Dzień był lampowy i mroźny - 7 stopni poniżej zera o poranku i tylko 1 w pełni dnia. Przed pastuszkami leżało trochę śniegu, ale tylko u mnie na prawie-wsi. W centrum miasta po białej magii nie było śladu.
22.12.2017 - ostatnia prawdziwa Wigilia klasowa w zarąbistym zarówno w pogodzie jak i w życiu okresie. Padało, choć lekko, deszcz i okazjonalnie jakieś pojedyncze kawałki śniegu, który wieczorem przeszedł w regularny śnieg i w ten sposób przez kilka godzin po powrocie do domu, kiedy ułożyłem sobie fajną playlistę, można było nacieszyć się choć trochę białą magią przed pasterzami. Sama Wigilia super, po niej poszliśmy jeszcze na piwo/kawę, co kto wolał.
16.12.2019 - spotkanie świąteczne z kilkoma przyjaciółmi z podstawówki, których nie widziałem już od dwóch lat. Do Nouvel Songe nadciągało świetne ocieplenie poprzedzające genueńczyka, ale także w Krakowie było ciepło, temperatura wzrosła do 10 stopni. Zasiedzieliśmy się długo, a potem poszliśmy jeszcze na pustawy po 22-giej jarmark na Rynku, a kiedy wracałem do siebie, było już około zera. Zastanawiałem się jak wygląda Kraków pod śniegiem, bo od niemal roku był to dla mnie widok egzotyczny ;) Jeszcze jedno bardzo miłe spotkanie miałem 18 grudnia, kiedy notowano aż 14 stopni. Grudzień 2019 był dla mnie życiowo najlepszym, w gruncie rzeczy jedynym całkowicie fajnym miesiącem tego roku i na myśl o rozpoczynającej się przerwie świątecznej czułem taką radość, jak sam nie wiem kiedy. Wróciłem do mieszkania, odpaliłem swoje ulubione forum i odliczałem do północy dnia 19 grudnia, kiedy zaczęła się wyczekiwana przerwa :)
A w tym roku? Nie będzie spotkań, to niech będzie biała magia, chociaż taka jak w 2007 roku.FKP - 24 Listopad 2020, 17:11 Ja na wigilie klasowe nie chodziłem xdJacob - 24 Listopad 2020, 18:05
FKP napisał/a:
Ja na wigilie klasowe nie chodziłem xd
Ja chodziłem tylko w klasach 1-5, a dalej nie byłem na ani jednej ;-). Może dlatego, że ta z 2007 wspominam dość traumatycznie, bo bardzo nie chciałem na nią iść, ale mama wtedy mnie na siłę wypchała. Cały czas myślałem o mojej babci, która leżała od tygodnia w szpitalu i była dzień po pierwszej chemioterapii. Pamiętam, że siedziałem "na wylocie" i starałem się jakoś powstrzymać łzy, ale strasznie mi się chciało płakać, aż wychowawczyni mnie się pytała czy wszystko w porządku. Rok później mama pozwoliła mi zostać, dalej w moim toksycznym gimnazjum nawet chwilę się nie wahałem czy iść w ten dzień do szkoły... W technikum było troche inaczej bo 80% (jak nie ok. 90%) mojej klasy było z poza Włocławka i nikomu się nie chciało jechać na godzinę czy dwie i jeszcze coś ze sobą nieść (w dodatku dużo osób nie miało busa na 9:00 czy 10:00 (na pewno na 8:00 to nie było), więc finalnie zawsze było ok. 5 osób na 30 (oczywiście ja w pozostałych 25 :mrgreen:), a bodajże w 3 klasie nikt nie przyszedł. Podstawówka to inaczej trochę, chodziłem do integracyjnej klasy, gdzie nas było 13-20 osób (nie żartuję w 3 klasie było nas 13), a w gimnazjum i technikum miałem bardzo liczne klasy pk. 30 osób (w 1 klasie gimnazjum chyba było nas 32 przez chwilę), w gimnazjum moja klasa (oprócz mnie mojego kolegi i jeszcze 3 dziewczyn) uważała się za wielce zintegrowaną (choć w rzeczywistości tylko każdy każdemu du*ę obrabiał) już w 1 miesiącu się dobrze na nich poznałem, więc nie miałem ochoty na żadną Wigilię z tymi falszywcami. Pamiętam jak w 3 klasie kilka dni przed Wigilia miałem spine z moją klasą o to, że znowu nie chcę przyjść, nic nie przyniosę, w niczym im nie pomagam itp. Rok wcześniej potulnie bym skulił głowę, ale wtedy powiedziałem im, że nie mam ochoty spędzać żadnej Wigilii z takimi ludźmi i jeszcze zarzygam stół jak będę musiał siedzieć i ich oglądać, więc oszczędzę im tego, czy jakoś tak 8-). W technikum było jak mówiłem, ale też byli zupełnie inni ludzie, tam trzymaliśmy się w małych grupkach i nikt nie udawał, że kogoś lubi i każdy miał tak naprawdę wywalone na to, że jesteśmy jakąś jednością (i takie podejście jest o wiele lepsze od fałszywości). Także mi "Wigilia Klasową" w przewadze kojarzy się z dniami wolnymi :jupi:FKP - 24 Listopad 2020, 18:14 Jacob, Ja z tego co pamiętam bywałem na tych wigiliach w klasie 1-3, może jeszcze 4. Generalnie wolałem ten dzień bez nauki spędzić "u siebie" aniżeli w szkole, choć atmosfera tam panująca w trakcie przygotowań poprzedniego dnia była na ogół dobra lub bardzo dobra (wcinałem np. paluszki i mandarynki, przygotowywaliśmy klasę xd) to jednak zdecydowanie bardziej wolałem towarzystwo swojej rodziny, ogrodu i lasu.FKP - 24 Listopad 2020, 18:23
Jacob napisał/a:
Podstawówka to inaczej trochę, chodziłem do integracyjnej klasy, gdzie nas było 13-20 osób (nie żartuję w 3 klasie było nas 13), a w gimnazjum i technikum miałem bardzo liczne klasy pk. 30 osób (w 1 klasie gimnazjum chyba było nas 32 przez chwilę), w gimnazjum moja klasa (oprócz mnie mojego kolegi i jeszcze 3 dziewczyn) uważała się za wielce zintegrowaną (choć w rzeczywistości tylko każdy każdemu du*ę obrabiał)
To u mnie było na odwrót :lol:jorguś - 24 Listopad 2020, 18:55 Ja nawet lubiłem te klasowe wigilie, nie miałem nigdy jakiejś toksycznej klasy, z pojedynczymi osobami było mi wprawdzie nie po drodze, ale nigdy nie na tyle żeby nie mieć ochoty na spotkanie z klasą. A pogodowo to faktycznie, nie zwróćiłem na to jakiejś uwagi, ale te klasowe wigilię miały dużo więcej wspólnego z z zimą niż prawdziwa wigilia :Dkmroz - 24 Listopad 2020, 18:58 No w sumie moja klasa w liceum była taka jak twoja w technikum. Przynajmniej od czasu zakończenia taka jest z bo jednak w czasach liceum byliśmy jakaś jednością, ale dramy też bywały.
Gimnazjum ci ogólnie współczuję, ja dzisiaj widzę że 90% moich problemów było spowodowanych moim niedorozwojem i tylko żałuję swoich błędów.
Szkoda, że przez traumę z dzieciństwa znielubileś to fajne wydarzenie, chociaż też nie każdy musi to lubić w ogóle.PiotrNS - 24 Listopad 2020, 19:00 Szkoda, u mnie w sumie zawsze był to dość miły dzień, nawet w gimnazjum, kiedy moje problemy z z klasą były dość zbliżone, może poza pierwszymi miesiącami, kiedy jeszcze jako tako się trzymaliśmy. Też nieraz słyszałem, jaką to my niby jesteśmy zintegrowaną klasą, choć pod koniec nawet ten mit zaczynał już upadać. Głównie za sprawą paru osób (wśród nich takiego mojego głównego "konkurenta", imiennika który chodząc ze mną do klasy przez dziewięć lat od podstawówki mi szkodził, napisałem o tym kiedyś w "dolomickim" dziale), wokół których skupiało się życie klasy i cała reszta miała podrzędne znaczenie. W liceum też była taka klasowa "elita", ale miałem wówczas też swoją grupę, z którą nadal utrzymujemy bardzo przyjacielskie kontakty, a i z elitą utrzymywałem zawsze dobre relacje. Wigilia klasowa mimo wszystko zawsze była fajnym, takim klimatycznym dniem, na który czekałem. Czasami nawet coś przynosiłem, choć w liceum nie było już takiej potrzeby, zamawialiśmy jedzenie zawczasu, jedna koleżanka coś upiekła, druga była "oddelegowana" do zaopatrzenia nas w mandarynki i tak to się odbywało :) W podstawówce z kolei większość rzeczy przygotowywali rodzice, a my mieliśmy tylko przyjść i się bawić, choć i tak zawsze ktoś starał się podzielić z klasą czymś dodatkowym. Jakoś miałem wtedy fajnie w klasie, podobnie w liceum, tylko to gimnazjum tak nie wypaliło. Nie tęsknię.