Forum wielotematyczne LUKEDIRT Zdjęcia, pogoda i klimat, astronomia, sport, gry i wiele więcej! Serdecznie zapraszamy!
Ogólnie o pogodzie i klimacie - Podróż dzisiejszego dnia po latach
PiotrNS - 12 Maj 2021, 19:32 Jestem pod wrażeniem Naprawdę oczarowujesz mnie swoją pamięcią do tak drobiazgowych faktów i odniesieniami do prawie każdego dnia do wielu lat wstecz. Moim podstawowym skojarzeniem z 11 maja jest oczywiście ten niepowtarzalny dzień sprzed 12 lat, ale poza tym pamiętam też oczywiście wyborczą gorączkę z 2015 roku, 11 maja 2016, kiedy pisałem duże wypracowanie klasowe na polskim, 11 maja 2017 kiedy pani wicedyrektor mojej szkoły oddelegowała mnie do udziału w dniach polsko-włoskich organizowanych w bibliotece publicznej i bardzo miło spędziłem tam popołudnie na rozmowach z wieloma fajnymi ludźmi, no i piękną burzę z 11 maja 2018, po której nastrój bardzo mi się pogorszył, bo uświadomiłem sobie że trzy dni wcześniej w wypracowaniu na maturze z angielskiego użyłem niewłaściwego słowa, pomyliłem kontekst. Na szczęście nie miało to dużego wpływu na ocenę, ale zawsze w takich sytuacjach w mojej głowie zbierają się czarne myśli.
Jeśli chodzi o Twoje relacje, to oczywiście bardzo zasmuciły mnie wydarzenia z 2017 Wyobrażam sobie jak musiałeś się bać, pamiętam jak podczas chemioterapii moja Mama dostała nagle takiego bólu i ataku kaszlu w łazience, gdzie zamknęła drzwi. Byłem tak przerażony, że już chciałem wyważyć te drzwi, na szczęście te dolegliwości szybko ustąpiły. Moja sytuacja genetyczna też może być nieciekawa, moi rodzice przechorowali w życiu za dużo. Najbardziej podziwiam moją Mamę, która mimo wszystko nadal ma w sobie tyle energii i optymizmu, że ja sam często mogę się na tym tylko wzorować. I nawet po tych chorobach wygląda na 10 lat młodszą niż jest w rzeczywistości, nie tylko ja to przyznaję.
Bardzo fajnie że brałeś udział w wymianach. Moja szkoła także takie organizowała, ale w czasie roku szkolnego osobiście wolałbym nie wyjeżdżać. Brałem za to udział w większych wycieczkach ogólnoszkolnych, które były organizowane w czerwcu, niedługo przed wakacjami. W 2014 pojechaliśmy do Hiszpanii (zahaczając po drodze o Szwajcarię - konkretnie Berno i Zurich), w 2015 do Norwegii i Kopenhagi dodatkowo z małym postojem pod Malmo, które zrobiło na mnie kiepskie wrażenie, zaś w 2016 do moich ulubionych Włoch (ten wyjazd został zorganizowany przez panów historyków, w tym mojego wychowawcę; dwa poprzednie organizowała pani od angielskiego z nauczycielem niemieckiego, który nawiasem mówiąc został niedawno dyrektorem szkoły). Port lotniczy w Dusseldorfie jest duży i z tego co kojarzę, faktycznie nietrudno jest się na nim zgubić. Szkoda że nie było wtedy bezpośredniego połączenia na STR, ale z drugiej strony przesiadki to bardzo ciekawa rzecz Ja na razie nie leciałem z przesiadką, ale myślę że kiedyś to mi się uda, niech tylko to koronkowe szaleństwo się skończy.
"Królem towarzystwa" sam nigdy nie byłem i raczej nie jestem, mam w sobie więcej z introwertyka. Na szczęście na wyjazdach zawsze udawało mi się znaleźć fajne towarzystwo, a najlepiej pod tym względem było w Norwegii, gdzie kwaterowani byliśmy w osobnych domkach i byliśmy tam jak gospodarze. Przez te kilka dni, wieczorów, białych nocy żyło się jak w rodzinie. Pod względem towarzyskim był to jak dotąd najwspanialszy wyjazd, wycieczka w moim życiu. Widzę że naprawdę jesteśmy trochę podobni, bo z tego opisu i z dolomickich opowiadań wnioskuję, że też Ty bywałeś lekko nieśmiały, ale potrafiłeś znaleźć z innymi wspólny język, polubić się i sprawić sobie fajne relacje
Bardzo budujące jest to, że sami Niemcy chcieli odwiedzić obóz zagłady. Właśnie za sprawą ich stosunku do historii i przyznania niektórych faktów z przeszłości, darzę ich nieporównywalnie lepszym uczuciem niż Rosjan. Jestem wrogiem uogólniania, bo w każdym narodzie jest wielu dobrych ludzi - myślę jednak, że gesty pojednania ze strony zachodnich sąsiadów są gestami na innym poziomie niż te pochodzące ze wschodu.
A skoro wspomniałeś o juwenaliach w 2018 roku, nie mogę nie zapytać - czy byłeś wtedy na koncercie Mistrza Krzysztofa Krawczyka Grał wtedy m.in. właśnie dla Politechniki. Jeśli tak, to niczego tak Ci nie zazdroszczę, nawet burz z 14 czerwca 2019 i 5 października 2020...kmroz - 12 Maj 2021, 19:58
PiotrNS napisał/a:
11 maja 2018, po której nastrój bardzo mi się pogorszył, bo uświadomiłem sobie że trzy dni wcześniej w wypracowaniu na maturze z angielskiego użyłem niewłaściwego słowa, pomyliłem kontekst. Na szczęście nie miało to dużego wpływu na ocenę, ale zawsze w takich sytuacjach w mojej głowie zbierają się czarne myśli.
No patrz, obaj mieliśmy maturę z angielskiego (tylko, że ja ustną xd) i zarazem burze w dniu 11.05, ciekawe. Ten dzień to chyba więcej niż zwykły dzień, dużo magii w nim widzę.
PiotrNS napisał/a:
Jeśli chodzi o Twoje relacje, to oczywiście bardzo zasmuciły mnie wydarzenia z 2017 Wyobrażam sobie jak musiałeś się bać, pamiętam jak podczas chemioterapii moja Mama dostała nagle takiego bólu i ataku kaszlu w łazience, gdzie zamknęła drzwi. Byłem tak przerażony, że już chciałem wyważyć te drzwi, na szczęście te dolegliwości szybko ustąpiły.
Nie wiedziałem, że aż takie choroby miała Twoja mama. W takim razie naprawdę dobrze, że wyszła z koronawirusa, ludzie po nowotworach serio ciężko to przechodzą. Co do przypadku mojej mamy, to do dzisiaj mnie to mrozi, mimo, że to był po prostu tylko bardzo silny ból głowy i nic złego się nie działo - po 5 minutach udało mi się z nią porozumieć, ale co się przestraszyłem, to "moje". Mnie największe bóle głowy łapały właśnie 3 razy w 2020 roku, ale jednak nawet w tym najgorszym wypadku z października, nie było tak, bym nie kontaktował.
PiotrNS napisał/a:
Port lotniczy w Dusseldorfie jest duży i z tego co kojarzę, faktycznie nietrudno jest się na nim zgubić. Szkoda że nie było wtedy bezpośredniego połączenia na STR, ale z drugiej strony przesiadki to bardzo ciekawa rzecz Ja na razie nie leciałem z przesiadką, ale myślę że kiedyś to mi się uda, niech tylko to koronkowe szaleństwo się skończy.
No mnie też to bardzo śmieszyło, że nie ma połączenia, ale no cóż. A moja zguba się wzięła stąd, że siedziałem za długo w toalecie i nikt nie zauważył że mnie nie ma. Grupa poszła schodami na góre - z piętra przylotów do odlotów, a ja przeszedłem caaaaały terminal po dolnym piętrze, Dopiero wtedy przyszło mi do głowy by włączyć telefon i zobaczyłem sporo nieodebranych połączeń. Plusem mojej zguby było to, że wszyscy zwracali na mnie uwagę, w tamtych czasach (m.in. w sadze dolomickiej opowiadałem więcej o tym okresie mojego życia...) mnie to naprawdę cieszyło.
PiotrNS napisał/a:
"Królem towarzystwa" sam nigdy nie byłem i raczej nie jestem, mam w sobie więcej z introwertyka. Na szczęście na wyjazdach zawsze udawało mi się znaleźć fajne towarzystwo, a najlepiej pod tym względem było w Norwegii, gdzie kwaterowani byliśmy w osobnych domkach i byliśmy tam jak gospodarze. Przez te kilka dni, wieczorów, białych nocy żyło się jak w rodzinie. Pod względem towarzyskim był to jak dotąd najwspanialszy wyjazd, wycieczka w moim życiu. Widzę że naprawdę jesteśmy trochę podobni, bo z tego opisu i z dolomickich opowiadań wnioskuję, że też Ty bywałeś lekko nieśmiały, ale potrafiłeś znaleźć z innymi wspólny język, polubić się i sprawić sobie fajne relacje
Dużo się tu w moim życiu zmieniło, z pewnością przy innych podobnych podróżach dnia po latach opowiem więcej o moich przemianach, a już wiem, że wiele innych dni będę chciał tak prześledzić, planuję m.in. 14.05, o ile starczy mi czasu. Dzień mojej Pierwszej Komunii, a także 13 lat później dzień słynnego śniegu w NS, to tylko jedne z niewielu wydarzeń. W tamtych czasach jednak tylko takie "śmieszne" sytuacje sprawiały że odżywałem w towarzystwie i tu muszę przyznać, że ten wyjazd wspominam nawet, nawet, był chyba tylko jeden gorszy dzień, piątek 13go (jutro 10 lat mija). Ten sam dzień w którym Jacob poszedł na wagary
PiotrNS napisał/a:
Bardzo budujące jest to, że sami Niemcy chcieli odwiedzić obóz zagłady. Właśnie za sprawą ich stosunku do historii i przyznania niektórych faktów z przeszłości, darzę ich nieporównywalnie lepszym uczuciem niż Rosjan. Jestem wrogiem uogólniania, bo w każdym narodzie jest wielu dobrych ludzi - myślę jednak, że gesty pojednania ze strony zachodnich sąsiadów są gestami na innym poziomie niż te pochodzące ze wschodu.
Akurat to w ich kulturze teraz norma. "We're proud of not being proud" i tego typu rzeczy to u nich wręcz standard. Myślę, że sam się zgodzisz, że poszło to trochę przesadnie wręcz w drugą stronę w ich narodzie
PiotrNS napisał/a:
A skoro wspomniałeś o juwenaliach w 2018 roku, nie mogę nie zapytać - czy byłeś wtedy na koncercie Mistrza Krzysztofa Krawczyka Grał wtedy m.in. właśnie dla Politechniki. Jeśli tak, to niczego tak Ci nie zazdroszczę, nawet burz z 14 czerwca 2019 i 5 października 2020...
Burza z 5.10.2020 niestety mnie nie dotyczyła, dość świadomie ją olałem na rzecz innych atrakcji. A co do Krawczyka, to w 2018 byłem na Juwe tylko w piątek, chyba na zespole Kult: https://photos.app.goo.gl/hrBeWriAf3rXc3yH9
Jednak Mistrz grał też rok później, w piątkowy wieczór 17.05.2019. Okno pogodowe wtedy się postarało, o czym pisałem w Czasie Euforii. Chyba Niebiosa czuwały nad wielką imprezą i w oba dni (piątek i sobota) przyniosły piękne, wydajne opadowo burze w godzinach przedpołudniowych, by popołudniu darzyć spokojną, chociaż lekko duszną pogodą A nagrania z naszego Mistrza są tutaj: https://photos.app.goo.gl/kRPQZRej7vav5ArA6https://photos.app.goo.gl/6hxoYbcXcxP2MmxY6kmroz - 12 Maj 2021, 20:02
PiotrNS napisał/a:
Naprawdę oczarowujesz
Oczarują to nas Święta Bożego Narodzenia A w romantyczną Noc Sylwestrową pikniki pod tymi pięknymi krzewami PiotrNS - 12 Maj 2021, 21:19 Już nie mogę doczekać się takiego pikniku z ogniskiem (eee...) i biesiadną muzyką na łące ukwieconej przebiśniegami w suchowiejną noc sylwestrową
Koncertu Krzysztofa Krawczyka ogromnie Ci zazdroszczę. Mnie się to nie udało, zawsze czas albo miejsce mi nie sprzyjały.
Zgubienie na wycieczce szkolnej raz prawie mi się zdarzyło, ale na szczęście tylko prawie. Było to 17 czerwca 2015 roku w Kopenhadze, kiedy mieliśmy czas wolny i mogliśmy się rozejść. Poszedłem wtedy do parku zadzwonić do domu, dać znać o której godzinie podjedziemy do Gedser na prom do Rostocku. Postanowiłem trochę tam pobyć, porobić zdjęcia stawiku z kaczkami, przejść się jeszcze kawałek. Rozmawiając przez telefon wolałem być sam i w ten sposób trochę się oddaliłem. Zbliżała się godzina zbiórki, musiałem już wracać, a tu nagle nie mogłem znaleźć miejsca, do którego miałem pójść. Poszedłem nie w tę stronę, nadchodziła godzina zbiórki, a tu nadal nic. Skręciłem jeszcze raz i tylko pogorszyłem sobie sytuację. Na szczęście nie dałem się panice i zachowałem zimną krew. Biegiem wróciłem do miejsca w którym rozmawiałem, tam na szczęście trafiłem. Tam miałem do wyboru jeszcze dwie drogi i wiedziałem, że jak nie jedna, to druga będzie właściwa. Gdybym chybił, będzie nieciekawie. Na szczęście trafiłem i już po chwili widziałem, że idę w dobrą stronę. Przyspieszyłem i po chwili zobaczyłem swoich współtowarzyszy, kamień spadł mi z serca. Spóźniłem się kilka minut, ale grupa czekała jeszcze na parę osób, więc mojego zgubienia na szczęście nikt nie zauważył.
Orientację w terenie na dobrym poziomie wyrobiłem sobie w te moje wyjątkowe wakacje 2015. Przyczyną było odnalezienie nowej pasji, kolejnej rzeczy za którą darzę 2015 rok takim sentymentem. Póki co o tym nie pisałem, tylko wspominałem, ale to dlatego, że całego tematu nie da się opisać w paru słowach. Muszę mieć trochę więcej czasu i stworzę porządny post
14 maja jakoś specjalnie mocno mi się nie kojarzy, prędzej 13-ty, z którego wspominam najlepszą 18-tkę na jakiej byłem i... pierwszą w życiu uwagę z zachowania w 2011 xD
A co do Mamy, w czerwcu minie 10 lat od operacji. Na szczęście było i minęło, choć w kwietniu 2017 wróciły pewne podejrzenia, dzięki Bogu niesłuszne, skończyło się na dwóch tygodniach obaw. Swoją drogą, być może moja Mama żyje dzięki temu, że nie uwierzyła lekarzowi, który po wykonaniu badania w marcu 2011 uznał że wszystko jest w porządku i na wizytę kontrolną zaprasza dopiero za pół roku... Czuła że coś jest nie tak i poszła do innego lekarza, potem na biopsję i dzięki temu udało się podjąć walkę w jeszcze wczesnym stadium i przejść przez leczenie w naprawdę dobrej kondycji.
Niestety zdarzają się tacy, którzy badają (za przeproszeniem) na odpie**ol.FKP - 12 Maj 2021, 21:38 Nie pisać mi o oczarach i romantycznym styczniu u progu lata kmroz - 12 Maj 2021, 23:54
PiotrNS napisał/a:
A co do Mamy, w czerwcu minie 10 lat od operacji. Na szczęście było i minęło, choć w kwietniu 2017 wróciły pewne podejrzenia, dzięki Bogu niesłuszne, skończyło się na dwóch tygodniach obaw. Swoją drogą, być może moja Mama żyje dzięki temu, że nie uwierzyła lekarzowi, który po wykonaniu badania w marcu 2011 uznał że wszystko jest w porządku i na wizytę kontrolną zaprasza dopiero za pół roku... Czuła że coś jest nie tak i poszła do innego lekarza, potem na biopsję i dzięki temu udało się podjąć walkę w jeszcze wczesnym stadium i przejść przez leczenie w naprawdę dobrej kondycji.
Niestety zdarzają się tacy, którzy badają (za przeproszeniem) na odpie**ol.
Smutne, ale taka jest nasza polska służba zdrowia. Dobrze, że się udało wszystko, Bogu dzięki!kmroz - 12 Maj 2021, 23:55
FKP napisał/a:
Nie pisać mi o oczarach i romantycznym styczniu u progu lata
Lato to lamus w porównaniu do stycznia 2020 Króla Romantyzmu, Króla Miłości, Króla Życia w przyrodzie Bartek617 - 13 Maj 2021, 09:00
PiotrNS napisał/a:
Smutne, ale taka jest nasza polska służba zdrowia. Dobrze, że się udało wszystko, Bogu dzięki!
Zgadzam się, dobrze, że sprawy potoczyły się korzystnie. Jacob - 16 Maj 2021, 00:32 Trochę późno, wiem
Jak widać zdecydowanie najzimniejsze Zośki były w 2003, 2004, 2016, 2019 i 2020, tylko w ostatnim przypadku ten dzień miał mróz w nocy (i lokalnie chyba jeszcze w 2003), w 2004, 2010, 2016 czy 2019 ten dzień to po prostu bardzo zimna plucha, a w słynnych przypadkach z 2009 i 2015 było bardzo amplitudowo, zwłaszcza w pierwszym przypadku, z resztą w drugim to dopiero kolejna noc przyniosła mróz, co już się zalicza do kolejnej doby.
Jakiś ekstremalnie ciepłych przypadków tutaj nie ma (chociaż w 2007 była dwucyfrowa anomalia na SE, ale od zachodu szło silne ochłodzenie), myślałem, że w tym roku będzie przełom i będzie pierwszy upał w roku (ale był 11 maja ). Najbardziej anomalne były Zośki w 2001, 2007 i 2013, całkiem mocno na plus była też w 2017. W ekstremalnych majach też były ciepłe, ale ginęły totalnie w tamtych miesiącach, tylko obniżały poziom . No i 15 maja 2008 miał prawie równo +1K. Do tej pory jeszcze 15 maja 2005 był powyżej normy, czyli łącznie zaledwie 8 przypadków powyżej normy, teraz będzie 9. 15 maja 2021 będzie miał identyczną anomalię jak 2008, ale na szczęście oba to zupełnie inne światy kmroz - 19 Maj 2021, 09:47 19.05 w latach 2006-2020 - kolejna sentymentalna podróż
19.05.2006 - Ten dzień znaczy dla mnie prawie tyle, co 24.03.2006. Tego dnia zamiast pójść na ostatni "Biały Tydzień", pojechałem z dziadkami po szkole na działkę. Zanim to się stało, to pamiętam pobyt w szkole. Sporo siedzieliśmy na dworze, WF też mieliśmy, ogólnie było mega przyjemnie ciepło i parno. W trakcie drogi na działkę (około 20 minut drogi autem) zaczęło jednak konkretnie lać z burzy. Jak dotarliśmy na działkę, to jeszcze chwilę zalewało, po czym się pięknie rozpogodziło. Reszta tamtego wieczoru była niezwykła, chociaż bez konkretnego powodu. Spacery po okolicy, jakieś tam roboty na działce, czy masowe nagrywanie filmów na aparat. Nie wiem już dzisiaj czemu, ale na punkcie tego dnia długo miałem obsesję i starałem się wielokrotnie jadąc na działkę odtwarzać. Prawie mi się to udało 23.06.2006 Co do pogody, to ogólnie był to z dzisiejszej perspektywy wymarzony majowy dzień. Ciepła noc z deszczem, za dnia w miarę pogodnie i do 23 stopni, a wieczorem kolejna burka
19.05.2007 - Ten dzień również zapadł mi w pamięć. Rozpoczynał się okres bezchmurnej aury, który w zasadzie potrwał do 24.05. Tego dnia jednak, co ważniejsze, pierwszy raz wybraliśmy się na szkolenie Lei. Taka fajna szkoła dla psów w Nowej Wsi Warszawskiej. Niestety przynajmniej wg Googla już nie istnieje. Zresztą dawno tam nie byłem. Z Buką nie poszliśmy tam, ani na żadne inne szkolenie. A szkoda... może wtedy by żyła...
19.05.2008 - Tego dnia, podobnie jak 13 lat później, rozpoczęło się ochłodzenie (ale, uczciwie mówiąc, wtedy było dużo głębsze). Ponury dzień z ledwo 10 stopniami i mżawkami, naprawdę kojarzył się z 30-latką. A jak o trzydziestolatkowaniu mówimy, to wspomnę, że tego dnia miałem sprawdzian w szkolę z lektury Tajemniczy Ogórd (pamiętam, że wyłożyłem się na autorze książki, którego nazwiska nie pamiętałem ). Kto czytał, ten wie, że pierwsze rozdziały tej powieści po przybyciu Mary do UK, odbywają się w prawdziwie trzydziestolatkowej scenerii. Niestety nie ma tam żadnych oczarów, ani takich tam, tylko jedna wielka szarość i wyczekiwanie wiosny....
19.05.2009 - Jedyny 19.05 w serii z którego nie pamiętam dosłownie nic. Aż dziwne, bo to był wtorek, a akurat ten dzień dosyć dobrze pamiętałem w 5 klasie. Dzień ten mi się kojarzy głównie z podtopieniami w Lublinie, bo TP o tym pisała U nas to nawet nie kojarzę jaka była pogoda, ale pewnie jak większość tamtej drugiej połowie maja była czasoeuforyczna.
19.05.2010 - Ten dzień z kolei pamiętam dobrze, a przynajmniej jego fragment. Nawet nie pamiętam o której to było, ale chyba typowo lekcje kończyłem około 14:30. I właśnie wtedy, gdy wychodziłem ze szkoły stało się to... naprawdę, w tamtych czasach rzadko się zwracało na to uwagę, ale wtedy już cholera brała i się zapamiętało ten moment. Ten moment, w którym po niemal tygodniu ciemności wyszło słoneczko zza chmur i pogoda zaczynała iść ku lepszemu Kolejne dni to był prawdziwy Czas Euforii, tym razem trochę w innym kontekście niż oryginał, ale w obu przypadkach pięknie ciepło i parno, a to najważniejsze
19.05.2011 - Był to ostatni dzień trzydniowej przerwy od Szwabów. 16.05 wróciliśmy do domów ze Stuttgartu, natomiast 19.05 przylatywali do nas Niemcy. Jednak dopiero dzień później było pierwsze spotkanie z nimi, mieliśmy jechać do Treblinki (tak samo jak rok później 11.05). Co do dnia 19.05, to oprócz pięknej pogody z tego dnia, pamiętam, że byłem na jakiejś olimpiadzie z angielskiego, na 2 etapie. Byłem jako jedyny z 1 gimnazjum, reszta ludzi to była 2 i 3 gimnazjum. Nie wiem czemu tak, nigdy na tle klasy nie byłem jakimś orłem z angielskiego, ale wtedy mi się poszczęściło. Śmiesznie to wyglądało, że taki knypek szedł na olimpiadę już z ludźmi wyglądającymi młodzieńczo i - przynajmniej jeśli chodzi o chłopaków - wyższymi o 1.5 głowy
19.05.2012 - Tu z kolei była sytuacja odwrotna, 14.05 Niemcy wrócili do siebie, a zaledwie dwa dni później, 16.05 my przyjechaliśmy do nich, do tego samego miejsca co rok wcześniej. Tym razem miałem szczęście być z paczką bliższych znajomych - 2 moich znajomych z klasy oraz 4 osoby z klasy o rok młodszej. Akurat najciekawsze przygody miałe miejsce w innych dniach. Tego dnia kojarzę tylko, że byliśmy w Stuttgarcie w muzeum czekolady https://photos.app.goo.gl/jRSA66VAWNv5Y8cC8 oraz w jakimś zamku https://photos.app.goo.gl/ydmW5ebupZEsFuzMA To jednak nie było kluczowym wydarzeniem tego dnia. Jak w opowieści o 11.05 wspominałem, była jedna dziewczyna z klasy (akurat jej nie było na wymianie z nami), która mi się mega podobała wtedy. I akurat 19.05 mnie znajomi przekonali/podpuścili bym do niej napisał. Tak po prostu, coś w stylu "co tam u ciebie". Niestety w tamtych czasach nawet coś takiego było wielkim problemem dla mnie Zwłaszcza jak mi serio na kimś zależało
19.05.2013 - Drugi i chyba ostatni w serii przypadek, którego nie pamiętam zupełnie. Jedyne co, że był to dzień przed wyjazdem na Zieloną Szkołę na Litwę. To co pamiętam (w sensie serio pamiętam, a nie że kojarzę z danych), że podczas wyjazdu na Litwę w dniach 20-24.05 była bardzo ciepła i raczej sucha, chociaż nie zawsze słoneczna pogoda. Nawet w dniach 23-24.05. Pamiętam nawet jak wracaliśmy 24.05 i właśnie ktoś tam gadał, że w Polsce paskudna pogoda, podczas gdy na Litwie, a nawet jeszcze na Suwalszczyźnie, gdzie akurat jedliśmy obiad i zwiedzaliśmy bodajże Wigry, panowała normalnie super pogoda.
19.05.2014 - Ten dzień akurat dobrze pamiętam - i to z kilku powodów. Jak w każdy poniedziałek, byłem na kółko informatycznego, a po jego zakończeniu razem z kolegą pojechałem na stację Warszawa Śródmieście. On stamtąd jechał KM-ką do siebie do Piaseczna, a ja po drodze, na stacji Warszawa Aleje Jerozolimskie się przesiadałem w WKD. Takich wspólnych podróży z nim miałem wiele, bo akurat często razem z jakichś kółek wychodziliśmy. Ale ten dzień to był hit. W pociągu poznaliśmy dwie kobiety, chyba w wieku koło 30 lat (niezbyt urodziwe prawdę mówiąc). My jednak wpadliśmy im w oko. Do tego stopnia, że pierwszy raz w historii zostaliśmy z kolegą pozdrowieni na stronie... Spotted KM To jednak nie koniec tego dnia. Gdy już się przesiadłem w WKD, to z racji, że wsiadałem w nietypowym miejscu, to zbyt szybko dojechałem do Michałowic i niestety przegapiłem przystanek, dojechałem przystanek dalej do Reguł, gdzie wysiadłem. I nie mam pojęcia czemu - byłem wtedy znacznie szczuplejszy niż dzisiaj, ważyłem jakieś 65kg (przy wzroście może z 3 cm niższym), ale wspominam ten pieszy powrót z Reguł do Michałowic... tragicznie. Chyba miałem długie spodnie, ale tak czy siak, cholernie się zgrzałem. Pamiętam, że wydawało mi się, że było jakieś 30 stopni, zaskoczony byłem, gdy kilka miesięcy potem dorwałem się do ogimetu i okazało się, że tego dnia były tylko 23 stopnie. Pamiętam, że całą tamtą falę gorąca bardzo źle znosiłem, ogólnie rok 2014 bardzo mi dopiekł, byłem w nim strasznie zimnolubny.
19.05.2015 - O tym dniu już opowiadałem przy jakiejś okazji. Słoneczny i bardzo ciepły, jedyny w maju 2015 z temperaturą ponad 25 stopni. Tuż po szkole udaliśmy się razem ze znajomym na - jak my to mówiliśmy - "szlajanie". Przeszliśmy się, jak to często robiliśmy po Odolanach https://pl.wikipedia.org/wiki/Odolany - zaczęliśmy przy dworcu zachodnim i doszliśmy do Włoch, gdzie przeszliśmy się przez całą dzielnicę, aż do BP przy Łopuszańskiej. W tamtych czasach jeszcze nie śledziłem radarów i dałem się zaskoczyć. Bowiem ze słonecznej pogody, dość szybko zrobiła się... burzowa. Ledwo zdążyliśmy, gdy zaczęło lać, schować się na tej stacji benzynowej... A podlało srogo, oj srogo. Co tu dużo mówić, wymarzony majowy dzień.
19.05.2016 - Dzień niezwykle sentymentalny, bowiem tego dnia miałem ostatnią maturę. Ustną z polskiego. Oj, co to był za stres, to jest jedyna rzecz, której zazdroszczę tegorocznym maturzystom, że nie muszą do tego podchodzić. Do dzisiaj nie mogę się zdziwić swojej głupocie, że majac do wyboru 3 karteczki do wylosowania, wylosowałem tą, na której były obrazy - co widać było z zewnątrz. Interpretacja obrazu... uroczo, nie? Pamiętam, że nawiązałem tam do trzech pokoleń z "Tanga" i jakichś tam jeszcze pierdół, na których mnie złapali, że w sumie tylko streszczenia czytałem Maturę ustną skończyłem z ledwie 38% i z tego co wiem, to zostałem zwyczajnie przepchnięty, normalnie to powinni mnie uwalić. Co ciekawe, pisemny polski poszedł mi dużo lepiej, na 80%. Tak czy siak, po zakończeniu matur mogłem wreszcie odetchnąć. Nadchodziły piękne dni. Tego wieczora razem z taką sporą grupą z klasy mieliśmy iść na plaże pod Poniata. Chociaż było nadal zimno, zwłaszcza wieczorem, to jakoś udało się wybrać. Opowiadać o tym dużo nie muszę, ale nie ukrywam, że to było miłe wspomnienie. Zimna jakoś nie pamiętam, chyba po prostu się dobrze ubrałem. Zresztą lepsze chwile w pogodzie i prawdziwe ocieplenie były tuż-tuż. Życiowo to mógł być też naprawdę piękny czas, gdybym jednej rzeczy nie spieprzył... Ale o tym innym razem.
19.05.2017 - W dniu, kiedy Piotr kończył 18 lat, ja z kolei pierwszy raz w życiu udałem się na Juwenalia. Szczerze, miałem zupełnie inne wyobrażenie tej imprezy, ale ogólnie było spoko. Byliśmy w 4 osoby - razem z moim znajomym z liceum, oraz jego dwoma współlokatorami z segmentu z akademika. Jeden z nich miał wtedy urodziny. Szczerze, nie pamiętam wcale za wiele z tego spotkania, chyba potem poszliśmy do Stodoły, ale może to nie ten rok To co pamiętam, to że ten kolega co miał urodziny, dostał mandat za picie piwa na stacji metra Wracając do koncertu, to nagranie jedno mam https://photos.app.goo.gl/B4y7YbZek1w4cafD6
19.05.2018 - W tym dniu odbywał się koncert nieżyjącego już Króla Krawczyka. Niestety, z powodu jakiejś imprezy rodzinnej nie mogłem na niego pójść, na Juwenaliach byłem dzień wcześniej. Tego dnia tylko nocowałem w tym akademiku. Pamiętam do dzisiaj, jak w nocy 18/19.05 jak po koncercie poszliśmy nad Wisłę, to wymarzłem. Serio, była to zimna noc, może jak na maj normalna, ale odczuwalnie było nieprzyjemnie. Co do samego dnia, to dość późno, bo około 13:00 wyniosłem się z Akademika i z buta poszedłem na pociąg. Pamiętam, że wiał wiatr, były chmury, ogólnie czuć było przerwę od Turcji Ale zwłaszcza dzisiaj, trzy lata później, śmiało mogę powiedzieć, że wtedy nie było prawdziwego ochłodzenia, mimo, że tak się wydawało... https://photos.app.goo.gl/NDU7fJk1nsP8wXt28 I jeszcze kochana psinka https://photos.app.goo.gl/KrQw6z9cUNWKrfyJA
19.05.2019 - Nie licząc nocnego powrotu z Młocin, gdzie mieliśmy imprezę po drugim dniu Juwenaliów, to mało co pamiętam z tego dnia. Spałem do 13:00, potem nie pamiętam co robiłem, no jedyne co pamiętam, że tego dnia zmieniłem telefon z iPhone na Samsung, dzisiaj mijają dwa lata jak go mam i powiem szczerze, że to już taki trochę złom w tym momencie, no ale póki działa, to nie będę zmieniać. A tu foty z tego dnia. Nad ranem, jeszcze starym telefonem - wracałem w czasie ładnej ulewy: https://photos.app.goo.gl/JC6kVMgTCLfXUAKH6https://photos.app.goo.gl/Yw7zWaT5PrmMR6LF6https://photos.app.goo.gl/2udYpYr5C6ZQW7A47 i wieczorem, pierwsze zdjęcie moim nowym telefonem, już chyba je wstawiałem w temacie dot. Czasu Euforii, ale dam jeszcze raz https://photos.app.goo.gl/3m7DuvGW8hCw2R3V7
19.05.2020 - Ostatni dzień z serii. Jeden z wielu dni marazmu, nudy i ogólnie. W życiu i w pogodzie. Dałem się zamknąć jak kaczka, zresztą była to moja decyzja. Naprawdę, tamtej wiosny naiwnie wierzyłem, że jeśli się zamkniemy na te dwa miesiące to wirus magicznie zniknie. Niestety, bujda. Jedyne co zyskałem w ten sposób, to depresję, z której do dzisiaj wychodzę i różnie to idzie. Co do tego dnia, to pamiętam, że poprzedzała go jedna z niewielu znośnych nocy w tamtym czasie, za dnia było pochmurno i względnie ciepło. Z tego dnia mam kilka fajnych zdjęć z wieczora - przez Warszawę wtedy przeszła konwekcja, która jednak mnie minęła bokiem, ale widoki się trafiły https://photos.app.goo.gl/fNjUDbbnjjfKo5Rs6https://photos.app.goo.gl/tPJeVsmc4wZHrjj57https://photos.app.goo.gl/KPy155Zq34MUxwrZ6https://photos.app.goo.gl/p4vzST5tBYE7ygr39 Sorki za promowanie lewactwa
Jak widać, zarówno urodziny Wojtka jak i Piotra, były w moim życiu też często istotnym dniem. Zwłaszcza ten 19.05, aż sam jestem w szoku jak często była to ciekawa data. Naprawdę z tych opowieści można wnioskować, że dobrze pamiętam każdy dzień swojego życia i zawsze się działo coś wartego pamiętania, ale wierzcie mi, wcale tak nie jest. Po prostu miałem szczęście do tych dwóch dat, np o 17 czy 18.05 bym w życiu aż tyle z każdego roku nie opowiedział, jedynie z 2006 oczywiście dokładnie pamiętam te dni.