Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy. Polityka CookiesDowiedz się więcejCyberbezpieczeństwoOK
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 161 razy Wiek: 26 Dołączył: 01 Maj 2019 Posty: 13249 Miejsce zamieszkania: Nowy Sącz/Kraków
Wysłany: 15 Sierpień 2025, 22:53
FKP, ale kiedy początek maja jest już wyraźnie zielony i pozostaje tylko dopełnianie tego stanu rzeczy uzupełnione o zakwitanie kolejnych kwiatów i drzew, to efekt jest naprawdę znakomity. Poza tym majowa roślinność ma to do siebie, że rzuca się w oczy wszędzie - od szczerych pól po centra dużych miast. W sierpniu to nie jest tak wyraziste - ot, jest zielono i kwitną kwiaty. Na pewno solidnie ciepły maj pozostawiłby w ludzkiej pamięci dużo bardziej pozytywne wrażenia niż bordowy sierpień.
_________________ Użytkownicy forum LukeDiRT są jak rodzina
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 28 razy Wiek: 27 Dołączył: 02 Sty 2020 Posty: 20712 Miejsce zamieszkania: gmina Zielonki/Kraków
Wysłany: 16 Sierpień 2025, 11:58
No tam nie wiem- "ciepły" maj = brak termicznej wiosny, z racji wciąż dominującej cyrkulacji południkowej (wtedy masy powietrza z wyższych szerokości geograficznych paradoksalnie są bardziej wiosenne- zamiast zagrożenia pożarowego, suszy i żółtej trawy, mamy świeże powietrze oraz od czasu do czasu chmury i deszcze) W przeciwieństwie do takiego marca przedział temp. śr. powyżej +5 C a poniżej +15 C tu pasuje- nie jest to anomalia
Chyba że zależy jeszcze co postrzegamy za ciepło: niektórzy np. mogą się zagotować wówczas przy 10-15 C za dnia bez wiatru W końcu nie temp. powietrza same w sobie generują odczucia, a związane z nimi cyrkulacje
_________________ Jestem za ograniczeniem do minimum wilgotnego gorąca i wilgotnych upałów.
Jak napiszę gdziekolwiek głupoty, to bardzo Was przepraszam.
Głowa jest od tego, by włosy miały na czym rosnąć.
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 28 razy Wiek: 27 Dołączył: 02 Sty 2020 Posty: 20712 Miejsce zamieszkania: gmina Zielonki/Kraków
Wysłany: 20 Sierpień 2025, 10:33
No w sumie pod Suwałkami np. wyszedł całkiem niczego sobie maj Choć wolałbym inne rozmieszczenie opadów, tj. bardziej w 1 połowie miesiąca Temp. też można byłoby nieco inaczej ułożyć
_________________ Jestem za ograniczeniem do minimum wilgotnego gorąca i wilgotnych upałów.
Jak napiszę gdziekolwiek głupoty, to bardzo Was przepraszam.
Głowa jest od tego, by włosy miały na czym rosnąć.
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 313 razy Dołączył: 21 Maj 2019 Posty: 27310 Miejsce zamieszkania: Okolice Płocka
Wysłany: 19 Wrzesień 2025, 00:21
Za co go lubimy, a za co nie.
Styczeń:
Lubię głównie za perspektywę, mnie już sam fakt przebrnięcia przez okres świąteczny wprawia w pozytywny nastrój
Nie lubię za to, że nadal jest okropnie jałowym i ciemnym miesiącem, ponadto z największym ryzykiem mroźnej i śnieżnej aury.
Luty:
Lubię za już dość wyraźnie dłuższy dzień, no i pojawianie się pewnych objawów wiosennego vibe. Kwitną też już jakieś kwiatki i śpiewają wielkie cycki. również nieco mocnej daje o sobie znać.
Nie lubię za jałowość, zwłaszcza gdy jest mroźny, jak 2025 Nadal jest to smutny, ponury i nieżywy miesiąc.
Marzec:
Lubię za to, że już w zasadzie wyeliminowane jest ryzyko mocnych śniegów i mrozów. Ponadto w tym miesiącu odradzający się vibe jest już jako tako wyczuwalny, zwłaszcza gdy przygrzeje W tym miesiącu pojawiają się też zazwyczaj pierwsze wiosenne i żywe dni
Nie lubię za to, że nadal jest to miesiąc szary i jałowy, wegetacja nie chce bardziej się w nim rozwinąć, no i jest jak na swoją długość dnia mocno lochowy, chociaż ostatnie lata zdają się temu przeczyć
Kwiecień:
Lubię za to, że już wyraźnie w nim da się poczuć sezon żywy, ponadto piękne w nim jest to, jak w trakcie jego trwania wszelkie życie się odradza, rośnie siła Ponadto wraca do nas w tym miesiącu najwięcej ptaków, przez co przestrzeń wypełnia się coraz większą ilością dźwięków W tym miesiącu doświadczamy zwykle pierwszych, naprawdę ciepłych dni.
Nie lubię za to, że potrafi dowalić przejmującym chłodnem, który nie dość, że marnuje pogodowy potencjał tego miesiąca, to skutecznie hamuje postęp życia
Maj:
Lubię za to, że już wprowadza taki letni vibe, wszystko w nim jest nowe i bujne. Piękny miesiąc, z fajną perspektywą, do tego bardzo żywy i z mocnym
Nie lubię za to, że jest nieobliczalny i często się bezdennie pogrąża. Jest niczym nastolatka z patodokumentów Przymrozki, niszczące rośliny nawet w drugiej połowie i to przeokropne marnowanie potencjału to jego największe wady
Czerwiec:
Uwielbiam za jego nadal młodzieńczy wigor, ale już dojrzały charakter, bez tych paskudnych humorków, jakie ma maj
Nie lubię jedynie jego patologicznie długiego dnia, no to jest przesada xd
Lipiec:
Najlepszy miesiąc w roku, kulminacja sezonu wegetacyjnego, z najpiękniejszymi roślinami, motylami i dźwiękami w całym roku. Wszystko w nim jest doskonałe niezależnie od pory dnia, zarówno przyroda, jak i pogoda (pomijając takie pustynne ścierwa, jak 2023 ), a ubytek siły Słońca jest jeszcze słabo odczuwany.
Jedyne, za co go nie lubię, to za fakt, że się kończy No i jednak susza w tym miesiącu to prawdziwy horror, bo rośliny najbardziej wtedy potrzebują wody.
Sierpień:
Lubię go za jego wyrachowaną dojrzałość, nie zalatującą jeszcze starością. Nadal mocne Słońce i duży udział kwitnących kwiatów, spośród których wiele jest naprawdę nietuzinkowych to także zalety tego miesiąca.
Nie lubię za to, że już potrafi wprowadzić taki jesienny vibe, zwłaszcza w drugiej połowie. Danie główne jest już za nami, a zmniejszająca się ilość motyli i coraz mniej dźwięków przypomina o tym, że lato powoli się wycofuje, co szczególnie przy lodowatych drugich połowach jest niefajne
Wrzesień:
Lubię za to, że nadal jest to żywy miesiąc, w którym wegetacja trzyma poziom do samego końca, a pogoda zwykle jest cywilizowana i pozwala cieszyć się jesiennymi kwiatami, motylami i owocami
Dobija mnie w nim to, że coś się kończy i nic nie czeka. Ubytek Słońca jest w tym miesiącu okropny, wegetacja się trzyma, a cienia coraz więcej z tak naprawdę każdym dniem, co nie nastraja pozytywnie... To właśnie w tym miesiącu ubytek światła uderza mnie najmocniej.
Październik:
Lubię za "dupę wołową", jesienne kwiaty i przebarwiające się liście.
Nie lubię za to, że dzień jest już krótki, a Słońce słabe. Ponadto ten miesiąc potrafi już zrobić rzeź przymrozkami i wprowadzić na dłużej taki porochłodny vibe
Listopad:
Lubię w nim jedynie to, że jeszcze jest obliczalny termicznie.
Nie znoszę perspektywy w tym miesiącu, która jest dobijająca. Ponadto jest to typowy zapychacz, z którego nic nie wynika, nie ma już kwiatów i liści, a jeśli są, to jakieś gnijące w ciemnościach
Grudzień:
Lubię w nim to, że od 21.12 dzień się w nim wydłuża xdd
Nie lubię za całą resztę, paskudny miesiąc, który jest jałowy, ciemny i potrafi już wprowadzić mróz i śnieg na dłużej Ponadto ten cały świąteczny szajs, który jest dosłownie wszędzie całymi jego monotonnymi tygodniami wpędza mnie w depresję.
_________________ Aktualna pora roku: Pełnia wiosny 🌷
Kwiecień-plecień, bo przeplata, miesiąc zimy, dwa dni lata.
Ostatnio zmieniony przez FKP 19 Wrzesień 2025, 03:49, w całości zmieniany 2 razy
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 28 razy Wiek: 27 Dołączył: 02 Sty 2020 Posty: 20712 Miejsce zamieszkania: gmina Zielonki/Kraków
Wysłany: 19 Wrzesień 2025, 03:23
Długość dnia to akurat dla mnie zaleta, dziwię się jednak jak to się działo, że w tych krótszych okresach dobowych potrafiły załamania pogody występować...
To jest rzeczywiście w pewnym sensie przybijające, gdy w zapowiadany niespokojny dzień przez blisko 16-18 godzin nic się nie dzieje, ale w trakcie nocy trwającej plus minus ok. 10 godz. krócej potrafią jednak pojawiać się nieprzyjemne niespodzianki (a zapowiadają się nieporównywalnie bezpieczniej według prognoz)... W tym roku co prawda nawet jak opad występował w czerwcu, to dni burzowych pojawiało się niewiele, ale jak miały miejsce, to praktycznie jeden z nich miał rangę tych z sierpnia 2017 w północnej Polsce (na Pomorzu, ewentualnie również Kujawach)... Mimo że elektryczność w pobliżu mojego miejsca zamieszkania oficjalnie nie robiła większego szału, jak wykazały detektory (sam spałem, to nie widziałem, co się dzieje na zewnątrz) , występował grad (mimo zamkniętych okien łoskot dał się usłyszeć) , zstępujący wiatr i patologiczne natężenie opadu (powyżej 20 mm na 10 min.)
_________________ Jestem za ograniczeniem do minimum wilgotnego gorąca i wilgotnych upałów.
Jak napiszę gdziekolwiek głupoty, to bardzo Was przepraszam.
Głowa jest od tego, by włosy miały na czym rosnąć.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum