Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy. Polityka CookiesDowiedz się więcejCyberbezpieczeństwoOK
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 165 razy Wiek: 27 Dołączył: 01 Maj 2019 Posty: 13515 Miejsce zamieszkania: Nowy Sącz/Kraków
Wysłany: Dzisiaj 0:51 Wycieczka rowerowa na Lubań - 27 sierpnia 2026 r.
Dawno nie było nic rowerowego Zapraszam Was zatem do fotorelacji z jednej spośród tegorocznych wycieczek. Najdłuższej, najciekawszej i na swój sposób jedynej w moim rodzaju. 27 sierpnia po raz pierwszy zapuściłem się bowiem na rowerze w Gorce. Choć wcześniej dostałem się na wiele szlaków i szczytów obejmujących Beskid Sądecki, Wyspowy, Niski i Pieniny, to w Gorcach znalazłem się po raz pierwszy.
Wybór padł na Lubań (1211 m n.p.m.) i szlak z Krościenka nad Dunajcem. O tej górze słyszałem nieraz od Mamy, która w młodzieńczych latach nieraz na niej nocowała. Wprawdzie nie zabrałem ze sobą śpiwora ani namiotu, ale odwiedzenie tego miejsca wydało mi się kontynuacją rodzinnej tradycji
Podróż zaczęła się chwilę po 10:00 - jak w większości przypadków obok Mostu heleńskiego.
Przejazd do Krościenka nad Dunajcem potrwał trzy godziny. Byłoby trochę krócej, gdybym nie zabłądził przy przełączeniu się na inny szlak w Starym Sączu. Wiem, wstyd Po drodze dokonałem inspekcji stanu wody w Popradzie tydzień po największych w tym miesiącu opadach.
W miarę jak oddalałem się od swojego miasta, widoki coraz bardziej przypominały krajobraz podnóża gór. To jedno z najpiękniejszych miejsc na trasie rowerowej w tym kierunku. Znajduje się w Jazowsku.
W drodze powrotnej zachwyci mnie jeszcze bardziej, ale do tego dopiero dojdziemy.
Właśnie do Dunajca należała główna rola. Swoje robiła też wyborna pogoda.
W pobliżu Krościenka nad Dunajcem jasne stawało się to, że wyzwanie i solidny wycisk polegający na pedałowaniu pod górkę są blisko.
Około 13:00, kiedy znajdowałem się już w pierwszym miejscu docelowym, pozwoliłem sobie jednak na chwilę relaksu na zielonym brzegu wartko płynącej rzeki. W Krościenku nad Dunajcem byłem wiele razy, ale właśnie tego dnia najbardziej mnie urzekło. Na nadrzecznych bulwarach biwakowało sporo osób i trochę im tego zazdrościłem.
Może Krościenko miało więcej szczęścia do opadów - w każdym razie zieleń była tam dużo bardziej wyrazista niżu mnie.
Po skręceniu na północny-zachód w pobliżu siedziby oazy - centrum Ruchu Światło-Życie rozpocząłem etap górski. Na początku szło mozolnie...
... ale już po krótkim czasie wysiłek zaczęły rekompensować wspaniałe widoki na całe Krościenko i okolice.
Przyznam, że jazda w pełnym słońcu trochę dawała się we znaki. Do wjazdu do lasu jeszcze trochę brakowało. Ale ewidentnie znajdowałem się już w górach. Po chwili zostawiłem za sobąostatnie domki letniskowe.
Rozległe hale urzekały swoim spokojem.
Wkrótce dotarłem do charakterystycznej wiaty w kształcie grzybka, za którąrozpoczął się las. Szlak stał się bardziej stromy, a słońce schowało się za koronami drzew.
Jak mogę scharakteryzować sam szlak na szczyt Cóż, muszę przyznać, że był trudny. Niektóre podejścia były może nie tyle bardzo strome, co długie, a w konsekwencji - męczące. Nie było bowiem gdzie przystanąć, konieczne było parcie z rowerem naprzód aż do wypłaszczenia. Nie brakowało też wielu kamieni. Ogromną zaletą szlaku jest jednak jego "schodkowa" forma - za każdym takim wymagającym podejściem trafiałem na łagodniejsze, a nawet całkiem płaskie odcinki, po których można było swobodnie jechać. Co ciekawe, właśnie te odcinki miały więcej zakrętów - podejścia wiodły natomiast głównie prosto.
Czas dotarcia na górę trochę różnił się od moich wyobrażeń. Liczyłem na to, że pokonam go w jakieś 1,5 godziny, ale potrzebowałem dwóch. Zbliżała się 15:30, kiedy trafiłem na ostatnie wypłaszczenie otwierające szczyt.
I już widziałem, że było warto
Mojąuwagę od razu przykuły ruiny dawnego schroniska...
... i duża studencka baza namiotowa. Akurat zmywali naczynia - spóźniłem się na obiad
Jak widać, baza namiotowa znajduje się nieco poniżej wierzchołka. Szczyt Lubania jest bowiem bardzo przestronny. Miejsca jest dużo i nawet, gdy dotrze się już na polanę, to do wierzchołka i wieży widokowej trzeba jeszcze trochę podejść. Albo podjechać
Na Lubaniu znajduje się ołtarz polowy upamiętniający najsłynniejszego Turystę, który tu bywał. W oddali widać Tatry.
A to już zapierające dech w piersiach widoki z wieży. Widoczność była wspaniała, mimo że tatrzańskie szczyty przesłaniały chmury. Ciekawostka - o ile na poziomie szczytu temperatura była wręcz w punkt, to na wieży czułem autentyczne zimno i ruchy powietrza, jakich nie było te 30-40 metrów niżej.
W całej okazałości było widać Jezioro Czorsztyńskie - pierwszy raz widziane przeze mnie z takiej perspektywy. Dopiero z góry można przekonać się o tym, jak jest duże.
A to potwierdzenie moich wcześniejszych słów o tym, jak bardzo przestronny jest ten szczyt, Duża, składająca się z ponad 20 namiotów baza wygląda na tle całej polany niepozornie.
W pobliżu znajduje się trochę niższy, lecz podobnie piękny Koziarz, gdzie (również na rowerze) byłem 24 sierpnia 2023 r. Kto nie widział fotorelacji - zachęcam Niestety nie pomyślałem o tym, aby będąc na wieży poświęcić mu dedykowane zdjęcie i tutaj widać tylko fragment jego zbocza.
A w oddali majaczyło moje miasto, moja Stolica Świata
Stożkowaty wierzchołek po prawej stronie poniższego zdjęcia, to Mogielica - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. Odwiedzony 5 września 2022 r. Muszę tam wrócić, bo kiedy byłem tam ostatnio, powoli otwierały się najlepsze karty w moim życiorysie.
Babia Góra jak zawsze chowała się za jakimś dziwnym zamgleniem.
Wiedziałem, że czas zaczyna pracować na mojąniekorzyść. Była już 16:00, a ja nie chciałem wracać po ciemku. Obawiałem się, czy w razie czego wystarczy mi baterii w lampce. Dlatego nie zabawiłem na szczycie zbyt długo i skręcając w bardzo niepozorny, ledwo widoczny szlak tuż przy wieży, zacząłem drogę powrotną. Zgodnie z planem kierowałem się w stronę Ochotnicy Dolnej, choć na początku musiałem się co do tego upewnić. Niestety gorczańskie szlaki (przynajmniej tutaj) są oznakowane słabo.
Sam szlak w dół był na początku bardzo stromy. Umiejętne zejście z rowerem było na tyle trudne, że czułem wielką ulgę z powodu niewybrania tego szlaku na wspinaczkę. Szlak z Krościenka nad Dunajcem do łatwych nie należał, ale po tej stronie na finiszu musiałbym mierzyć się z całymi głazami do przejścia jeden na drugim.
Szczęśliwie po ok. 30 minutach trudnej przeprawy teren stał się nieco łatwiejszy i co do zasady dało się jechać. Szlak jest mocno porośnięty drzewami, więc jakiekolwiek widoki pojawiły się już stosunkowo nisko.
Końcówka szlaku przyniosła perspektywę bardzo emocjonującego, ale jeszcze nie szalonego zjazdu po sprzyjającym, prawie pozbawionym kamieni gruncie. W ten sposób dość prędko dotarłem do końca. Wyjątkowo niepozornego. Jak sami widzicie, gdyby wybrać się na Lubań właśnie od tej strony, szlak byłby łatwy do przeoczenia. Niejedna wydeptana ścieżka w polach wygląda bardziej "okazale".
Po chwili trafiłem na zabytkowy drewniany kościół z początku XIX wieku.
Jechałem przez Ochotnicę Dolną do Tylmanowej, gdzie nad Dunajcem powróciłem na rowerowy szlak i ok. 17:00 skierowałem się prosto w stronę domu. Kolory zaczynały się zmieniać. Popołudnie miało jużwkrótce ustąpić miejsca wieczorowi.
O drodze wzdłuż Dunajca w kierunku Nowego Sącza mógłbym napisać wiele, ale w gruncie rzeczy wystarczy parę zdań. Ta jazda była kwintesencją tego, co najbardziej kocham w turystyce rowerowej oraz swojej okolicy. Wspaniałe krajobrazy, gra świateł oświetlających ciepłym blaskiem okoliczne góry, sady i pola, pełen luz na wygodnej ścieżce, jeszcze trochę energii w nogach, okazjonalnie lekko z górki. Niezapomniane chwile.
Ważnym elementem sielskiego krajobrazu okolic Łącka są owocowe sady.
O tej porze widoki dopisywały tak bardzo, że naprawdę - nawet będąc trzy miesiące temu na krótkich włoskich wakacjach niczym tak się nie zachwyciłem.
Każde zbliżenie do rzeki zaskakiwało czymś nowym.
Nawet zwykłe pola wyglądały niezwykle uroczo.
Zakręt Dunajca w Jazowsku w promieniach zniżającego się już słońca prezentował się piękniej niż kiedykolwiek.
Kiedy zachód słońca był jużblisko, zdążyłem dotrzeć do Starego Sącza, gdzie oprócz inspirujących obrazków wody i zieleni przyglądałem się panoramie Beskidu Sądeckiego.
Znajdując się już na rogatkach swojego miasta nie mogłem odmówić sobie krótkiej wizyty na Stawach - zwłaszcza, że zbliżał się zachód słońca. A lepszego miejsca do podziwiania tego widowiska chyba nie ma.
Kiedy jużna terenie Nowego Sącza kontynuując jazdę wzdłuż Dunajca zbliżałem się do kresu wyprawy, słońce zaszło. I tak wróciłem tam, skąd wyjechałem. W domu byłem o 19:40.
Pokonałem 123 kilometry, co stanowi jeden z moich najlepszych wyników. Zmęczony, ale niezwykle zadowolony i pełen dobrych wrażeń już wiedziałem, że relacja z Gorcami będzie się rozwijać
_________________ Użytkownicy forum LukeDiRT są jak rodzina
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum