Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy. Polityka CookiesDowiedz się więcejCyberbezpieczeństwoOK
Hobby: Meteorologia Pomógł: 208 razy Wiek: 27 Dołączył: 10 Gru 2019 Posty: 8211 Miejsce zamieszkania: Katowice
Wysłany: 25 Listopad 2020, 16:32
zgryźliwy tetryk, Przypuszczam, że musiało bardzo Cię to bardzo ruszyć, zwłaszcza że miałeś w pamięci niedawne wydarzenia z basenu. Sam też bardzo bałem się utraty gruntu pod nogami gdy zaczynałem pływać, kiedy instruktorka pływania kazała nam płynąć na wodę o głębokości ponad 2 metry to czułem paniczny strach i ciągle instynktownie szukałem murka, żeby móc się chwycić. Dopiero z wiekiem udało mi się zwalczyć ten lęk, możliwe że wynikało to z tego, że jako mały dzieciak byłem bardzo zakompleksiony i dopiero wiek dojrzewania i poczucie że coraz bardziej zaczynam przypominać dorosłego człowieka trochę mi pomógł.
Hobby: Meteorologia Pomógł: 63 razy Wiek: 62 Dołączył: 06 Sie 2019 Posty: 8318 Miejsce zamieszkania: Kaszuby
Wysłany: 25 Listopad 2020, 16:46
Ja ogólnie nie umiem pływać dosłownym znaczeniu ale bez problemu przepłynę nawet spory kawałek tylko to nie jest ani żabka ani kraul tylko coś powiedzmy podobnego. Umiem także na plecach ale na ogół na plecach kładę aby odpocząć nie muszę nawet niczym ruszać aby utrzymać się na wodzie.
Teraz już nie pływam, (wiek), ale grunt nigdy nie miał dla mnie znaczenia. W razie zmęczenia zawsze mogłem odpocząć leżąc na wodzie. Dla mnie znaczenie miała temperatura wody (niebezpieczeństwo wychłodzenia), a poza tym przed kąpielą w rzece naocznie musiałem sprawdzić kaprysy nurtu. Z brzegu widać je (na danym odcinku) prawie wszystkie. Tego nauczył mnie ojciec.
Hobby: Meteorologia Pomógł: 63 razy Wiek: 62 Dołączył: 06 Sie 2019 Posty: 8318 Miejsce zamieszkania: Kaszuby
Wysłany: 25 Listopad 2020, 16:52
A ja chcę spróbować morsowanie ale jakoś mi to nie wychodzi ,zawsze nie ma czasu aby wyjechać do Gdańska ale synowie morsują a ten młodszy chodzi z dziewczyną regularnie.
Ja ogólnie nie umiem pływać dosłownym znaczeniu ale bez problemu przepłynę nawet spory kawałek tylko to nie jest ani żabka ani kraul tylko coś powiedzmy podobnego. Umiem także na plecach ale na ogół na plecach kładę aby odpocząć nie muszę nawet niczym ruszać aby utrzymać się na wodzie.
Na grzbiecie też "żabkuję". Chyba że odpoczywam. Ach te wspomnienia
Janekl napisał/a:
A ja chcę spróbować morsowanie ale jakoś mi to nie wychodzi ,zawsze nie ma czasu aby wyjechać do Gdańska ale synowie morsują a ten młodszy chodzi z dziewczyną regularnie.
Właśnie zimnej wody zawsze panicznie się bałem. Niebezpieczeństwo kurczu lub nawet hipotermii. Ale podobno morsowanie wcale nie polega na pływaniu, lecz na zanurzaniu się i chlapaniu w lodowatej wodzie. Tym niemniej nigdy mnie to nie "rajcowało".
Taki stary dowcip:
Budowlaniec ma jaja "wapniaki", a morsujący "chłodnicze"
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 152 razy Wiek: 35 Dołączył: 02 Sie 2018 Posty: 13485 Miejsce zamieszkania: Gliwice
Wysłany: 26 Listopad 2020, 10:17
Gdy byłem w podstawówce to chodziłem wtedy z babcią na basen w każdy weekend.
Później w gimnazjum oraz w pierwszej klasie liceum miałem basen w ramach Wychowania Fizycznego.
Jak na swoją masę (w szkole byłem w gorszej kondycji fizycznej niż obecnie, muszę przyznać) to nawet całkiem nieźle pływałem.
Ale od końca 2007 roku już ani razu nie byłem na basenie. Ale chyba nie zapomniałem jak się pływa - to jest tak jak z rowerem, że się nie zapomina jak się jeździ.
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 161 razy Wiek: 26 Dołączył: 01 Maj 2019 Posty: 13249 Miejsce zamieszkania: Nowy Sącz/Kraków
Wysłany: 27 Listopad 2020, 11:04
Ja od początku bardzo lubiłem pływać i nawet nie bałem się wody, nauczenie się takich podstaw nie potrwało w moim przypadku długo. Raz zdarzyła się jednak dosyć stresująca sytuacja. Na przełomie czerwca i lipca 2008 byłem z rodzicami na wczasach w "Panoramie Morskiej" w Jarosławcu, gdzie właśnie w tamtym roku otwarto nowoczesny, wypasiony aquapark m.in. z bodajże pierwszym w Polsce basenem ze sztuczną falą. Basen miał bardzo dużą powierzchnię i głębokość zwiększającą się wraz z rosnącą odległością od wejścia, miał imitować morze. Fala była uruchamiana co pół godziny na jakieś pięć minut, przez resztę czasu tafla była spokojna. Któregoś razu na początku pobytu poszedłem na ten basen z Tatą. Umiałem już całkiem nieźle pływać, więc poszliśmy już w takie głębsze miejsce przekonani że wszystko będzie dobrze, zwłaszcza że już raz byliśmy tam wszyscy razem i fala nie wydawała się szczególnie duża. Problem w tym, że źle oceniliśmy odległość od brzegu i kiedy fala została włączona, znalazłem się w trochę zbyt głębokim miejscu i fale zaczęły mnie przerastać. Co gorsza, pomyliłem rytm i zamiast skakać wtedy, gdy fala odpływała, robiłem to w takim momencie, kiedy fala akurat napływała i nie dawała zaczerpnąć powietrza, przez chwilę naprawdę się bałem. Tata mnie przyciągnął na płytsze miejsce i tam już się zebrałem i odpłynąłem do brzegu, skończyło się na strachu, ale do końca dwutygodniowego pobytu już nie chciałem iść na ten basen, wolałem pozostałe które tam się znajdowały. No i Tata poprosił mnie, żebym nie opowiadał tego Mamie, bo byłaby na niego zła, że mnie tam zabrał I tak bym nie powiedział, bo bym się wstydził
_________________ Użytkownicy forum LukeDiRT są jak rodzina
Jeśli fale, to prawdziwe, morskie. Rzadko kiedy pojawiają się "znienacka", a wchodząc łatwo jest ocenić jak daleko od brzegu można dojść, bo widzi się je już z daleka. Oczywiście skaczemy tyłem do plaży widząc jaka fala i kiedy nadpływa. I koniecznie należy uważać na "prądy zwrotne" idące po dnie, bo te potrafią niespodziewanie "podciąć".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum