Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy. Polityka CookiesDowiedz się więcejCyberbezpieczeństwoOK
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 28 razy Wiek: 27 Dołączył: 02 Sty 2020 Posty: 20722 Miejsce zamieszkania: gmina Zielonki/Kraków
Wysłany: 5 Grudzień 2020, 01:59
Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, co jest gorsze. Jak wspomnieliście wcześniej, susza jest bardziej zgubna dla ziemi (która może pękać), rzek (ryby nie mają gdzie pływać, ludzie lepiej radzący sobie w wodzie też) świata roślin, no i dla ludzi pracujących na roli (bo nie mają zbiorów i gorzej jest z kasą), a powódź niebezpieczna dla ludzi, zwierząt, roślin i budownictwa-> w skrajnej sytuacji może być tzw. potop. Tak jak jorguś raczej częściej doświadczam 2 zjawiska, bo poza Wisłą też stosunkowo dużo mniejszych i większych cieków wodnych przepływa i poziom wody w rejonie Krakowa jest często wyższy niż w innych miejscach. Jak przez kilka dni będzie utrzymywać się deszczowa pogoda, to już pojawiają się jakieś niepokojące sygnały z zewnątrz. O 2010 nie ma co pisać (najbardziej szkoda obecnie mi osób, które padły ofiarą tego żywiołu, natomiast sam mieszkając dość daleko od rzeki nie miałbym takich powodów do narzekań i obecnie w sumie cieszyłbym się taką napieprzanką- no w tamtych czasach o suszy mówić nie można było) , bo wtedy rzeczywiście był poważny problem (komunikacja miejska nie funkcjonowała przez dłuższy czas prawidłowo, a ja swoją drogą interesuję się takim tematem- lubię wiedzieć, gdzie autobusy czy tramwaje jeżdżą w różnorodnych miastach), ale 2019? Bardziej ucierpieli mieszkańcy Podkarpacia, natomiast w rejonie Krakowa rzeczywistość rysowała się tak, że zaledwie przez góra 3-4 dni trzeba było unikać bulwary i na tym koniec. A później gleba była wilgotna, ale i tak stała się wysuszona. Sam pamiętam ziemię podczas Wielkanocy 2019, jak dużo piachu leżało na łąkach i 2 miesiące później pod koniec czerwca, ew. na przełomie czerwca i lipca historia się powtórzyła. Tak się zaczynam zastanawiać, czy kwiecień sprzed roku miał poważny mankament (poza tym że na przeważającym obszarze Polski mało padało). Niektórzy piszą, że podczas niego dużo wiało, ale to działo się w ciągu dnia czy nocami? Bo jak powiewy o sobie przypominały wieczorami, rankami i popołudniami (czyli o każdej porze dnia), to przymrozki były mniej możliwe i dobowe amplitudy temp. były siłą rzeczy mniejsze. Rok temu jak padał deszcz w końcówce miesiąca, to czekałem na poprawę aury. A teraz szczerze mówiąc, to uważam, że taka sytuacja była na wagę złota. W sumie nie żałuję, że brzydka aura przeciągnęła się na tamten maj, no tylko później czerwiec był na wagary idealny.
_________________ Jestem za ograniczeniem do minimum wilgotnego gorąca i wilgotnych upałów.
Jak napiszę gdziekolwiek głupoty, to bardzo Was przepraszam.
Głowa jest od tego, by włosy miały na czym rosnąć.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum