Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy. Polityka CookiesDowiedz się więcejCyberbezpieczeństwoOK
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 161 razy Wiek: 26 Dołączył: 01 Maj 2019 Posty: 13252 Miejsce zamieszkania: Nowy Sącz/Kraków
Wysłany: 25 Lipiec 2020, 16:38
Cóż to był za dzień! Dziękuję że mi go przypomniałeś
Jak pewnie wiesz, coraz bardziej doceniam lato 2014 i przekonuję się do niego. Pod względem burz przyniosło wręcz powiew egzotyki, innej strefy klimatycznej, jednak to buza z 4 sierpnia znajduje się wśród tych, które zapamiętałem najbardziej.
Poranek był gorący i wypełniony kłębiącymi się kalafiorami. Po dwóch upalnych dniach wiadomo było, że nadchodzi ochłoda, lecz niewiadomą była jeszcze jej forma.
Godziny między 10 a 13 jakoś mi umknęły, ale wkrótce po 14:00 zaczęło grzmieć. Detektor pokazywał mi burzę dokładnie na zachodzie, jednak szła lekkim bokiem, tak że obawiałem się, że tego dnia błyskawice będą nie dla mnie. Przejechałem się kawałek na rowerze, by znaleźć sobie jakieś lepsze miejsce do obserwacji i spróbować ocenić, jak bardzo aktywna jest ta komórka. Przemieszczała się jednak dosyć blisko, więc widziałem kilka wyładowań. Przed 16:00 przesunęła się już jednak dalej i tylko straszyła, deszczu na razie nie było. To zdjęcie zrobiłem o 15:30.
Zwrot akcji nastąpił dwie godziny później. Byłem wtedy sam w domu i wyszedłem do ogrodu, korzystając z już nieco chłodniejszej pogody. Na południu i zachodzie niebo trochę się przejaśniło i powstał nawet całkiem spory prześwit, w którym gościł Księżyc. Wyglądało na to, że burza już przeszła i do czasu nadejścia jutrzejszych opadów pogoda się ustabilizuje. Około 17:30 usłyszałem jednak grzmot. Zauważyłem na radarze, że coś dzieje się dokładnie na południu, oczywiście w górach. Jeszcze przez jakieś 10 minut nie przejmowałem się tym za bardzo, lecz nagle grzmoty uderzyły ze zdwojoną częstotliwością. Na blitzortung było biało, tak wiele nowych wyładowań zostało tam zaobserwowanych. Niebo nieco pociemniało, lecz nadal było na tyle jasne, że niewiele było na nim widać. Po kolejnej chwili do tej konwekcji dołączyła jednak kolejna, na zachodzie. Wtedy skończyły się przelewki.
Ten prześwit między dwiema burzami zaczął się domykać, a niebo robiło się coraz ciemniejsze. Co chwilę uderzały doziemne wyładowania. Początkowo jeszcze dość daleko, ale po kilku minutach, gdy coraz więcej zaczęło dziać się na zachodzie, poczułem niepokój. Wyładowań innych niż doziemne nie było, a te zaczęły bić już po obu stronach. Stojąc w kierunku południowego-wschodu, widziałem je po lewej i po prawej stronie. Zdałem sobie sprawę z tego, że gdy burze się połączą, może być naprawdę niewesoło. Księżyc w prześwicie powoli okrywał się chmurami, a ja pozbierałem z pola donice, obszedłem dookoła dom by sprawdzić, gdzie są otwarte okna i jeszcze przez chwilę przyglądałem się burzy. Wtedy poczułem lęk. To chyba naturalne, gdy jest się samemu, a zbliża się zagrożenie. Błyskawice zbliżały się nieuchronnie, widziałem i słyszałem, że nasuwa się prosto nade mnie. Miałem błyskawice po obydwu stronach, a czasami jakiś siarczysty piorun strzelał bezpośrednio naprzeciw mnie. Kiedy w końcu uderzyło w odległości około 2-3 kilometrów, cofnąłem się do domu by wyłączyć prąd. Nasunął się mały, ciemny szelf:
Przez kilka minut panował półmrok i głucha cisza przerywana tylko rykiem grzmotów. Około 18:20 znalazłem się w centrum i kilka wyładowań poszło naprawdę blisko mnie, ale ich nie widziałem, bo zawsze stałem przy niewłaściwym oknie, a biły wszędzie I nagle wszystko runęło. Poszła taka ściana wody, że po kilku minutach ulewy na trawniku w moim ogrodzie stała woda. Pioruny już się oddalały, ale załamanie pogody, które w kolejnych dniach przyniosło powódź w regionie, stało się faktem. W pięć dni spadło 80 mm wody, co po lipcu z sumą opadów 167 mm, wypełniły glebę i rzeki poza granice rozsądku. Szczególnie nieprzyjemnie było w Starym Sączu, ale jednym pozytywnym rezultatem tej sprawy było to, że dzięki powodzi zadbano o to miejsce pamięci.
Woda wyrządziła wtedy wiele spustoszenia w mojej okolicy, ale największa nawałnica, królowa wszystkich nocnych burz jakie pamiętam i największe dzieło lata 2014 wciąż było przede mną...
_________________ Użytkownicy forum LukeDiRT są jak rodzina
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum