Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy. Polityka CookiesDowiedz się więcejCyberbezpieczeństwoOK
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 161 razy Wiek: 26 Dołączył: 01 Maj 2019 Posty: 13243 Miejsce zamieszkania: Nowy Sącz/Kraków
Wysłany: 20 Wrzesień 2020, 19:52
kmroz napisał/a:
No Buka też ciągle uciekała, miała geny posokowca i instykt polowania, więc też długo nie pożyła. Oczywiście można powiedzieć, "trzeba ją było trzymać na smyczy". Ale to nie takie proste, ten pies po prostu na niej nie wytrzymwał. Szprotka jest zupełnie inna i jeszcze nigdy nie uciekła, mimo, że czasami jest puszczana.
Moja Saba była bardzo ruchliwa i lubiła uciekać, trzeba było mieć ją na baczności. Raz podczas spaceru, kiedy zauważyła na łąkach kota, puściła się tak szaleńczym tempem, że wyrwała mi smycz z dłoni i pognała tak, że prawie straciłem ją z oczu. Dopiero kiedy kot uciekł, obróciła się w moim kierunku i widząc jak jest daleko, szybko wróciła.
Najgorsza była jej ucieczka 27 kwietnia 2011 roku, kiedy wiejący wiatr uchylił niedomkniętą furtkę, co zauważyłem po powrocie ze szkoły, gdy jej już nie było. Szukaliśmy jej wszędzie przez kilka godzin i odnaleźliśmy w chyba ostatniej chwili, kiedy idąc chodnikiem zbliżała się do ruchliwego skrzyżowania. I nie chodziło tu nawet o samochody, lecz o to, że jako bardzo ufny pies, mogła sobie upatrzeć wśród przechodniów nowego pana, o co się obawialiśmy. Od tej pory byliśmy bardziej ostrożni i po kilka razy sprawdzaliśmy, czy wszystkie bramki są zamknięte. Saba praktycznie cały czas spędzała na dworze. Czy deszcz, czy śnieg - wejście do domu było dla niej ostatecznością, chyba nigdy nie weszła do niego tak łatwo jak tej sierpniowej nocy.
PS. Moi sąsiedzi mają owczarka niemieckiego, który podobnie lubi uciekać i często rano muszą go nawoływać, kiedy przed pracą wychodzą porzucać mu patyki do aportowania. W listopadzie 2016 któregoś razu jako kilkumiesięczny piesek uciekł i znalazł się dopiero po 1,5 doby, wieczorem następnego dnia.
_________________ Użytkownicy forum LukeDiRT są jak rodzina
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 312 razy Dołączył: 21 Maj 2019 Posty: 27298 Miejsce zamieszkania: Okolice Płocka
Wysłany: 20 Wrzesień 2020, 20:38
PiotrNS, Ja sobie nie wyobrażam, żeby pies mógł od tak zmienić sobie pana. U nas jak jakaś menda wywaliła do lasu psa to aż do śmierci biegł za jego samochodem jak tamtędy przejeżdżał, mimo, że miał nowego właściciela.
_________________ Aktualna pora roku: Pełnia wiosny 🌷
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 161 razy Wiek: 26 Dołączył: 01 Maj 2019 Posty: 13243 Miejsce zamieszkania: Nowy Sącz/Kraków
Wysłany: 20 Wrzesień 2020, 21:34
Zdarzają się różne sytuacje, ale nie zawsze sposób przewidzieć, co się stanie tym konkretnym razem, stąd czasami trzeba wziąć pod uwagę gorszą opcję.
A historia którą opowiadasz jest strasznie przykra...
PS. FKP, jaka była burza z 9 maja 2014?
_________________ Użytkownicy forum LukeDiRT są jak rodzina
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 312 razy Dołączył: 21 Maj 2019 Posty: 27298 Miejsce zamieszkania: Okolice Płocka
Wysłany: 20 Wrzesień 2020, 21:41
PiotrNS, Wprost nie mogłem uwierzyć z jakim zapałem ona, bo to była suka ścigała to auto i to po tylu latach Chciała, żeby ją zabrał z powrotem, chyba nie ma nic gorszego dla psa, gdy osoba, której ufa bezgranicznie i która jest dla niego całym światem go porzuca Co do burzy, to ok. 22:00 przeszła komórka z silnym deszczem, błyskami i gradem, ogólnie zauważyłem, że wiosenne burze lubią być u mnie gradowe.
_________________ Aktualna pora roku: Pełnia wiosny 🌷
Hobby: Wszystko! Pomógł: 175 razy Wiek: 28 Dołączył: 02 Sie 2018 Posty: 38218 Miejsce zamieszkania: Michałowice/Wwa-Włochy
Wysłany: 13 Styczeń 2021, 23:43
kmroz napisał/a:
24.07.2014, Beniowa (na drodze do ujścia Sanu, południowo-wschodni kraniec Polski). Dzień od początku był ponury i mżawkowaty, ale mimo to zdecydowaliśmy się na 20km wycieczkę do ujścia Sanu. Niestety, po przejściu paru kilometrów, gdy dotarliśmy do Beniowej, złapała nas ulewa, a w tle były nieśmiałe grzmoty, wskutek czego zdecydowaliśmy się zawrócić. I tym razem burza była tylko straszakiem, ale zlało nas równo.
26.07.2014, Muczne. Tego dnia wybraliśmy się z kwarter w Mucznej na szczyty Tarnica, oraz Halicz. Trzeba było wstać i wyjść na szlak długo przed świtem, około 3:30... Na szczęście w szybkim obudzeniu pomógł nam... sygnał z Ukrainy, dzięki któremu telefon zgłupiał i budzik zadzwonił... godzinę wcześniej Najpierw weszliśmy na pierwsze pasmo, a po jego dojściu udaliśmy się na te dwa pięknie bieszczadzkie szczyty przy słonecznej pogodzie. W drodze powrotnej, gdy minęliśmy już Krzemień, pogoda ewidentnie zaczeła się psuć i słychać było pierwsze pomruki. Niestety, byli ludzie, którzy ewidentnie pomimo tego, kierowali się w kierunku Tarnicy. Bez komentarza. Części naszej ekipy udało się dotrzeć, przed przyjściem żywiołu do kwater w Mucznem, ale niestety... jedna koleżanka zasłabła (wskutek zbyt szybkiego marszu...) i część grupy została tam. Pamiętam ten strach i niepewność, gdy waliły pioruny, a oni ciągle nie wracali do kwater. Potem okazało się, że zdecydowali się po prostu pod krzaczkiem tę burze przeczekać i na szczęście nikomu nie stała się krzywda. No, nikomu z naszych... Bo tego samego dnia doszło do wypadku w Beniowej, gdzie byliśmy ledwie 2 dni wczesniej - jedna kobieta została rażona piorunem i w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Na szczęście wyszła z tego (ogólnie piorun w 3/4 przypadków trafia w odpowiedniej fazie i nie powoduje porażenia prądem, jedynie olbrzymie poparzenia)
27.07.2014 - znowu okolice Mucznego, tym razem tylko krótki spacerek był, ale i tak nie obyło się bez zmoknięcia. Na szczęście burza szybko przeszła i aktywna elektrycznie nie była
29.07.2014, Rabe. Podczas wycieczki z Cisnej na Wołosań, Jaworne aż po Rabe i autobus z tamtej okolicy do Cisnej, złapała nas znowu aktywna burza, kiedy już schodziliśmy drogą właśnie przed dawną łemkowską wieś Rabe. Na szczęście przed ulewą zdążyliśmy dotrzeć do przystanku autobusowego, gdzie jednak 30 minut w akompaniamencie szumu i walących piorunów musieliśmy czekać na autobus. Zanim autobus przyjechał, było już w zasadzie po wszystkim.
31.07.2014, okolice Komańczy. Tego dnia wybraliśmy się na 30km spacer na szczyt Chryszczata, przez Jeziorka Duszatyńskie. Nocleg mieliśmy w Prełukach, skąd udaliśmy się do Duszatyna, oczywiście wczesnym rankiem. Była piękna, bezchmurna pogoda. Z Duszatyna ruszyliśmy już szlakiem przez jeziorka, aż doszliśmy na Chryszczatą. W lesie nie widać było, jak szybko rozwijały się Cumulonimbusy. Gdy schodziliśmy już inną drogą (na Mików), doszło do gwałtownego załamania pogody. Przez chwilę wydawało się, że burza mija bokiem od północy, idąć na wschód, ale nagle jakby... zawróciła. Po latach, gdy spojrzałem na radary z tego dnia, okazało się, że nie było to zawrócenie, tylko po prostu dobudowywanie się i to dość agresywne. Do Prełuk zostało nam ponad 10km i musieliśmy je przemierzać w ulewnym deszczu i w akompaniamencie pobliskich grzmotów, walących w okoliczne góry. Na chwilę tylko udało się schronić w Duszatynie, gdzie był mały sklep. Wyszliśmy stamtąd, bo wydawało się, że już po wszystkim, a na miejsce zostało nam ledwie 2km. Niestety... tuż po wyjściu stamtąd rozpętało się już prawdziwe piekło. Pioruny waliły w okolicy niczym 30.08.2020 w regionie Warszawy, a strumień wody lał się konkret. Wtedy już po prostu błagałem Niebiosa o litość i wybaczenie. Było to chyba najstraszniejsze moje przeżycie związane z burzami (no nie licząc tych z 2019, ale wtedy to polegały one na zupełnie innym przerażeniu - mijaniu bokiem i pustynnieniu )
1.08.2014, Łupków. Tego dnia wybraliśmy się na spacer na szlak graniczny. Mieliśmy przejść okolicznymi szlakami, ale gdy tylko usłyszeliśmy pierwszy grzmot, przerażeni przeżyciem z poprzednia, po prostu uciekliśmy przez mokradła w dół. Burza nawet się nie zbliżyła, przeszła daleko bokiem przez Słowację. Za to my mieliśmy mokre cały buty, skarpety i spodnie, bo uciekając przedzieraliśmy się przez zalane po poprzednich burzach łąki i drogi....
W sumie to już wam o tym opowiedziałem
_________________ 24.03.2006-24.03.2026. 20 lat pogodowej pasji w jej różnych odmianach. Pora na kolejne
Hobby: Wszystko! Pomógł: 175 razy Wiek: 28 Dołączył: 02 Sie 2018 Posty: 38218 Miejsce zamieszkania: Michałowice/Wwa-Włochy
Wysłany: 4 Czerwiec 2022, 17:13
Jacob napisał/a:
20 maja (tą kojarzę, bo akurat tamtego popołudnia moja mama, była u mnie na wywiadowce )
Kurde pełnoletni gość i mimo to wywiadówka Moim zdaniem w liceum nie powinno coś takiego istnieć, może co najwyżej na początku pierwszej klasy, potem już luj rodzicom do tego jak się uczy ich pełnoletnie dziecko
_________________ 24.03.2006-24.03.2026. 20 lat pogodowej pasji w jej różnych odmianach. Pora na kolejne
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 161 razy Wiek: 26 Dołączył: 01 Maj 2019 Posty: 13243 Miejsce zamieszkania: Nowy Sącz/Kraków
Wysłany: 4 Czerwiec 2022, 20:36
U mnie w szkole też były wywiadówki do końca, także w II i III klasie, ale bez jakichś reperkusji w przypadku, gdy rodzic nie przyszedł.
Moi rodzice interesowali się moją nauką i ocenami, co zresztą nadal ma miejsce, ale oczywiście nie jest to żadna presja, tylko troska - jest wręcz inaczej niż można przypuszczać, bo to rodzice nieraz mówią mi, że studia to nie wszystko i abym się tak nie napinał, bo jeśli coś mi nie wyjdzie, to nie chcą żebym się załamywał.
Ale co do tej pełnoletności, to np. ja miałem takiego dość "władczego" wychowawcę, który interpretował statut szkoły i przykładowo uważał, że do ukończenia szkoły nie możemy pić alkoholu "na widoku", w publicznych miejscach, najwyżej w domu jak rodzice nam dadzą xD I przed studniówką mówił, że jak zobaczy kogoś z alkoholem, to wychodzi i bawcie się sami A ostatecznie nic takiego nie miało miejsca, pan dyrektor (bardzo doświadczony pedagog "starszej daty" powiedział, że z umiarem i kulturalnie jak najbardziej można, choć wolałby żeby ograniczyć się do wina.
_________________ Użytkownicy forum LukeDiRT są jak rodzina
Hobby: Większość z wymienionych Pomógł: 28 razy Wiek: 27 Dołączył: 02 Sty 2020 Posty: 20702 Miejsce zamieszkania: gmina Zielonki/Kraków
Wysłany: 4 Czerwiec 2022, 23:45
Dlatego niektórzy wpadli z dobrym pomysłem, jakim było utworzenie dziennika internetowego (najbardziej powszechnym jest chyba wciąż Librus, jeśli się nie mylę). Masz na wyciągnięcie ręki konkretne informacje o ocenach i zachowaniu pupila (co powinno Cię zadowolić i z czym nie powinno się dyskutować- stan faktyczny): nie musisz się martwić o prawdę, kłamstwo lub niedopowiedzenia z jego strony, jeśli się interesujesz jego losem i sprawdzasz w miarę możliwości regularnie sytuację, a także nie musisz narażać się na zwykle nieprzyjemne spotkania z nauczycielami, którzy głównie mają doskonałą okazję, by wytknąć "ale" związane z twoją pociechą (nawet jak robi wszystko co w jej mocy i ucieka się specjalnie do różnorodnych może i nietypowych, ale na ogół nieszkodliwych postępowań, by tylko nikt się jej nie czepiał)... To że w tle powiedzą czasami, że lubią twoje dziecko, jest ono fajne (tylko bardzo zagubione) i widzą w nim jakieś nadzieje i potencjał, to może i jest przyjemna sprawa, ale na tle listy wymienionych wcześniej (lub później, ale raczej wcześniej) mankamentów ten komplement zupełnie zanika i staje się nic nie znaczący...
Ja źle wspominam wywiadówki- w okresie ich nadejścia nadchodził niepokój i przypominały o sobie wyrzuty sumienia, a dramatyczne dla mnie były dni wywiadówkowe, w które akurat miała miejsce jakaś praca pisemna, z której otrzymałem negatywną ocenę. Pamiętam, że w 6 klasie (kiedy akurat byłem przegrzeczny- normalnie wzór ucznia; żadnych nieszczęśliwych incydentów, żadnych niegrzecznych reakcji pod wpływem złości czy płaczu, kulturalne i uprzejme nastawienie wobec każdej osoby bez jakiegokolwiek wyjątku, żadnych głupich pomysłów z mojej strony- słowem: aniołek) ta sytuacja się wydarzyła (dostałem "1" z przyrody, a na ogół miałem same "4" i zdarzyła się jakaś pojedyncza "5"), w związku z czym dopadła mnie taka załamka, że musiałem po lekcji na przerwie iść do szkolnego psychologa...
Najlepszy był okres przedszkola, kiedy nie musiałem nikogo udawać i byłem sobie z boku (głównie czytałem sobie w samotności książkę lub bawiłem się samotnie klockami- nie chciałem bawić się z rówieśnikami, innymi dziećmi, obawiałem się ich i wizji, że mnie łatwo znielubią) - najwyżej panie przedszkolanki mówiły moim Rodzicom, że byłem wycofany, małomówny i aspołeczny, ale lepsze to było niż uwagi pań nauczycielek ze szkoły podstawowej (głównie w klasach 4-5, na krótko też w okresie gimnazjum, czasami w okresie klas 1-3 też, ale bez "zaczepiania"), że bywam nadpobudliwy, nie radzę sobie z emocjami, zaczepiam koleżanki (co z tego, że tak naprawdę głównie zabiegałem o ich uwagę, by mnie polubiły i chciałem, by mi słodziły, czy pocieszały, jak miałem jakiś problem- na ogół nawet potrafiłem wzbudzić litość i trudno było mnie szczególnie nie lubić czy nienawidzić ; zdarzyło mi się w międzyczasie powiedzieć parę tekstów "nie na miejscu", ale w zasadzie nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić- uważam, że sam od siebie robiłem wszystko, co mogłem, by poczuć się lubianym, a to że miałem okresami różne humory, dostawałem małpiego rozumu i mówiłem bądź robiłem bardzo głupie lub bardzo dziwne rzeczy, to też niestety mam tego świadomość- nie bez powodu często musiałem chodzić do psychologa)...
Od połowy gimnazjum przez liceum i studia do teraz stałem się z powrotem całkowitym odludkiem (tzn. jestem grzeczny wobec innych osób, ale na nic się praktycznie w ogóle nie nastawiam) i przyznaję, że taka rola mi pasuje- przynajmniej nikt się mnie nie czepia. Co by nie można powiedzieć o moim burzliwym postępowaniu, to ogólnie obecność w grupie innych osób działała i działa na mnie stresująco, zawsze odczuwałem jakieś lęki...- tylko że raz bywałem okresami nietypowo aktywny, jakbym się czegoś nałykał [sam się dziwię teraz, jak ja to robiłem i to oficjalnie bez narkotyków- chyba po prostu dziecięcy umysł nie zna tak dobrze ograniczeń] i walczyłem jak lew o uznanie ze strony rówieśników (jednak w sytuacji "sam na sam" dawałem się raczej poznać z obecnej strony, że "potrzebuję pomocy") , a innym razem (co jest częstsze) uciekałem się do całkowitej izolacji.
Jezu, swoją drogą co mi w głowie siedzi, by się takimi wypocinami dzielić. Dla mnie moje życie musiało stracić na wartości, skoro tak szczegółowo Wam wszystko opowiadam. Z drugiej strony czuję się lepiej, że pozwalam sobie na taki czyn na tej stronie, gdzie grono jest kameralne, niż jakbym miał to robić na portalach społecznościowych typu Facebook, gdzie anonimowość straciła na znaczeniu i nietrudno jest stać się "bohaterem" różnego rodzaju.
_________________ Jestem za ograniczeniem do minimum wilgotnego gorąca i wilgotnych upałów.
Jak napiszę gdziekolwiek głupoty, to bardzo Was przepraszam.
Głowa jest od tego, by włosy miały na czym rosnąć.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum